poniedziałek, 13 października 2014

"na plusie" czy "na minusie"?

- Myślisz, że ostatnio jestem zbyt pesymistyczna?
- No, trochę.
- Która jest godzina? Tylko dokładnie, co do sekundy.
- 13.29 i 49 sekund
- Dobrze, więc właśnie teraz, o 13.29 i 49 sekund postanawiam, że dziś wieczorem, kiedy wrócę do domu napiszę coś pozytywnego.
- Postanawiasz. A co z tego wyjdzie?
- Zobaczymy.

  *  *  *

Miałam ochotę wytarzać się w liściach. Nie pamiętam kiedy ostatni raz to robiłam. Chyba w dzieciństwie. Wtedy kiedy brud na ubraniach był zmartwieniem mojej mamy. Dziś to tylko moje zmartwienie i martwię się tym tak bardzo, że nie pozwalam sobie na chwilę przyjemności i na robienie tego, na co mam ochotę. Może gdyby jeszcze ta kurtka była stara i zniszczona. Ale jest zupełnie nowa, czysta, ładna. Szkoda. A poza tym, nie będę robić z siebie wariata.

Rano uśmiechnął się do mnie obcy człowiek. Myślałam o tym cały dzień. Podobał mi się ten uśmiech. To tak niewiele kosztuje, a tak wiele może dać. Zazdroszczę ludziom, którzy potrafią się uśmiechnąć do kogoś obcego ot tak, po prostu. W ciągu dnia szukałam odpowiedniej okazji - też próbowałam się do kogoś uśmiechnąć, obdarować kogoś tym, co sama dostałam dziś rano. Okazje się zdarzały, ale mi zabrakło odwagi. Wygrał argument: "nie będę robić z siebie durnia". 

Koło osiemnastej witam się z Krakowem. Jest już ciemno. Zupełnie nie zauważyłam tego, jak skracają się dni. Teraz jestem zaskoczona, jakby ktoś nagle wyrwał z dnia te "jasne" godziny. 
Wieczór jest ciepły. Pewnie to jeden z ostatnich ciepłych wieczorów w tym roku, więc staram się z każdym wdechem zaciągać tym krakowskim powietrzem. Powietrze nie jest ostre, nie drażni zimnem, ani wilgocią. Jest przyjemnie obojętne. Próbuję doszukać się w nim zapachu liści. Czasem mi się to udaje, a czasem czuję tylko spaliny lub dym papierosów. Trąca mnie przyjemna nutka jakiegoś eleganckiego pana, który idzie kilka kroków przede mną. Widzę go tylko od tyłu. Może to i dobrze - wtedy ten miły zapach tworzy w głowie jakieś wyobrażenie. 
Nie odwracaj się. Nie chcę, żeby rzeczywistość odebrała mi to wyobrażenie. Tak jest dobrze. Choć przez chwilę.

  *  *  *

Postanowienie z godziny 13.29 i 49 sekund. Sama teraz nie wiem, co z tego wyszło. 
Na plusie, czy na minusie? A może ani jedno, ani drugie? Co jest pozytywne, a co nie? Może nie chodzi tu o uczucia, ani wrażenia? 

"na plusie" jest nadzieja i normalność
"na minusie" - bylejakość



środa, 8 października 2014

bezruch


"Nadzieja pomaga iść naprzód,
wytrwałość - stać, a odwaga - wracać"

[W. Grzeszczyk]


Gdzie się podziała nadzieja, że nie idziesz naprzód? Nie powracasz, więc gdzie odwaga? Stoisz w miejscu i myślisz, że to wytrwałość? 
To nie wytrwałość. To głupi upór, który ciągnie do tyłu, a na przodzie buduje mury. 
Bezruch zamyka.

  

  *  *  *
Nerwowe czekanie w ogonku
stanęłam przed budką

w środku siedział dzięcioł
chciał wstukać mi do serca
przebaczenie

nie uwierzyłam
- odeszłam bez ulgi

ta budka była z krzyżykiem
a dzięcioł z licencją
na zapominanie

wtorek, 7 października 2014

wierzyć

Głupi przykład, ale:
Czy gdybyś wierzył, że na Marsie żyją zielone ufoludki, a potem okazałoby się, że te ufoludki są jednak różowe, to czy wtedy ta wiara, którą kiedyś miałeś stałaby się nieważna? Bo przecież zielone ufoludki, w które wierzyłeś, tak na prawdę nie istniały. Istniały tylko różowe ufoludki.

Czy jeśli coś okazuje się inne niż myśleliśmy, to czy to oznacza, że tak naprawdę nie wierzyliśmy? Bo przecież wierzyliśmy w coś innego.

Wierzymy w nasze wyobrażenia, a nie w to co naprawdę istnieje. Czy w takim razie jest to prawdziwa wiara?


  *  *  *
WYZNANIE NIEWIARY

Wierzę w Boga
Ojca innych ludzi

Wierzę w Boga
Bezradnego
Niemiłosiernego

Wierzę w Boga
który jest fanatykiem religijnym
jest ślepy
głuchy
i niemy

Moje kłamliwe oczy wiary
dlaczego zamykacie powieki?

Przecież takiego Boga nie ma
a ja wierząc w Niego
staję się
bezobjawowym ateistą

niedziela, 5 października 2014

kaganiec na dzikiego zwierza

To nie tylko kraty w oknach i kajdanki na rękach. To nie tylko drzwi, które dziurkę od klucza mają z drugiej strony. To nie tylko człowiek, który powie: stop, dalej nie możesz pójść.
Istnieje o wiele gorsza niewola - niewola serca. Często o wiele bardziej dramatyczna, bo niewidzialna. Łatwiej dostrzec, że jest się więźniem w zamkniętym bunkrze niż, że jest się więźniem samego siebie.

Wydaje nam się, że jesteśmy wolni, bo nie ma wokół nas krat, bo nic, ani nikt nami nie kieruje. Wydaje nam się, że robimy to, co chcemy, że podejmujemy samodzielne decyzje.

A może wcale nie jesteśmy wolni.
Bo na początku tego, co robimy nie stoi: "CHCĘ", tylko: "powinienem, muszę, tak trzeba". Bo nasze decyzje są powodowane lękiem. Lękiem przed wyjściem poza schematy, lękiem przed otwartością, przed byciem innym niż wszyscy. Boimy się swojego wnętrza - że to taki dziki zwierz, który nie wiadomo co zaraz zrobi, więc lepiej założyć mu kaganiec.

Boimy się powiedzieć zbyt wiele, więc nie mówimy wcale.
Boimy się zrobić coś nie tak, więc zachowujemy się, jak cała reszta tej bezmyślnej szarej masy, ludzi - robocików, którzy zwykli nam mówić: "to nie wypada".

Boimy się otworzyć na świat, ludzi. Zakładamy na siebie całą tonę ciuchów i grubą warstwę makijażu, maski, które ubieramy w szlachetnie brzmiące słówka, jak: powściągliwość, rozwaga, odpowiedzialność, takt, dojrzałość. To daje złudne poczucie bezpieczeństwa, które tak naprawdę nie jest bezpieczeństwem lecz ucieczką od życia, od ludzi.

Kiedyś słyszałam takie słowa, że niebezpieczeństwo zamknięcia się jest o wiele gorsze, niż niebezpieczeństwo otwarcia. Otwarcie się jest ryzykowne, bo ktoś może nas wyśmiać, wykorzystać, nazwać głupcem, albo dziwakiem, bo ktoś może nie uszanować tego, co mu powiemy, nie zrozumieć. Jednak niebezpieczeństwo zamknięcia, jest o wiele bardziej ryzykowne, a nawet nie jest to już ryzyko. Bo ryzykować może ten, kto chodzi po linie nad przepaścią, a zamknięcie to już nawet nie ryzykowanie, tylko spadanie w dół przepaści. Wtedy już nie można się uratować, można tylko upaść i z całą siłą walnąć o ziemię.

Uświadomienie sobie tego, że żyjemy w jakiś więzach, niewoli, że jesteśmy zamknięci to tylko połowa sukcesu.
Więc co trzeba zrobić, żeby się wyswobodzić, uwolnić od tego, co nas krępuje? Co zrobić, żeby się otworzyć? Żeby samemu kierować swoim życiem, a nie żeby kierowały nim lęki, schematyczne myślenie? Skąd brać odwagę i siłę do zmiany?

Tego nie wiem...


  *  *  *
JA - GŁUPI

Głupi człowiek
co szuka głębi życia
a ucieka w powierzchowność

głupi, kto pragnie pełni
a zadowala się namiastką

głupi, kto rozkoszy upatruje w ciele
a szczęścia w przyjemności

kto wzdycha do człowieka
a najbardziej kocha siebie

kto jest głodny prawdy
a stale recytuje
wiersze niedomówień

głupiec, który trwa w pustce
tchórz
pozorant
dezerter życia