poniedziałek, 22 września 2014

całe życie pełne jutra

"Wczoraj do ciebie nie należy. Jutro niepewne.
Tylko dziś jest twoje."

[Jan Paweł 2]



Co masz zrobić jutro, zrób dziś. Powiedzieć łatwo - gorzej wykonać. 
Zwłaszcza, że bardziej jest się skłonnym do tego, żeby wszystko odkładać, niż robić coś "na zaś".

Wciąż żyje się tym, co będzie jutro. Od jutra się zmieniam. Od jutra biorę się za siebie. Od jutra zaczynam to, czy tamto. A jutro znów mówię "jutro". Z jutra staje się pojutrze, z pojutrza po pojutrze. I tak stale: po, później, kiedyś, za tydzień, za miesiąc, za rok, gdy przyjdzie odpowiedni moment. 

Na co czekasz? Kiedy będzie odpowiedni moment? Kiedy będzie właściwy czas? Kiedy przyjdzie "ta" chwila?

Gdy twoje życie będzie pełne jutra, to odpowiedni moment nie przyjdzie nigdy. Nie mów, że będziesz działał, gdy wszystko zrozumiesz. Że się zmienisz, gdy stanie się to czy tamto. Że zaczniesz kochać, jeśli ktoś będzie taki czy siaki. 
Nie czekaj na właściwą chwilę, na odpowiednie warunki, na innych ludzi. Nie czekaj aż się doczekasz, bo inaczej się zestarzejesz i umrzesz. 


  *  *  *
POCZEKALNIA

Można czekać
na dobre słowo
uśmiech

na lepsze życie
i czekoladki z okazji urodzin

na wypłatę
na prawdziwą miłość

na pociąg
i na Boże dotknięcie

można tkwić w miejscu 
jak w kolejce do dentysty
bez bólu zęba
a z bólem serca

że roztrwoniłeś życie
na czekanie 
i się nie doczekałeś

bo do drzwi zapukała nieznajoma
przyszła z kosą
i odebrała ci jutro

sobota, 20 września 2014

wartość

Gdy wpiszę w googlach hasło: wartość, to w większości wyświetlają mi się obrazki, na których znajdują się pieniądze, wykresy, obliczenia matematyczne, biżuteria, rachunki.

Czy wszystko można kupić, policzyć, wyrazić w liczbach? Czy wartość jest czymś tak przeraźliwie materialnym? Czy miarą mojej wartości jest to, co zrobiłem, jak wyglądam, ile wiem?

Co byś zrobił, gdybyś stracił wszystko? Gdyby zabrano ci twoją przeszłość i przyszłość, to czego się dorobiłeś, czego się nauczyłeś? Gdybyś stracił przyjaciół, szacunek innych ludzi, fizyczną wolność, zdrowie, urodę? Kim byś wtedy był, tak sam z siebie?

Może ktoś, kiedyś podeptał twoją wartość? A może sam codziennie siebie kopiesz, obwiniasz, krzyczysz "ty idioto"? Jak można żyć, działać, gdy nie czuje się wartości niczego?

Myślisz, że masz moc decydowania o tym, co jest wartościowe, a co nie? Jak doświadczasz wartości świata, innych ludzi, siebie samego? Gdzie szukasz tej wartości?

Nie wiem...
Może się mylę, ale mam przeczucie, że źródło mojej wartości nie tkwi we mnie, czy w drugim człowieku, albo w jakiejś rzeczy, wydarzeniu, uczuciu,
To Źródło jest poza mną, jest głębokie, niezrozumiałe, To Źródło, w którym mogę się przejrzeć i dopiero w Nim dostrzec swoją wartość, wartość człowieka, świata.


  *  *  *
CO   U   CIEBIE    [Gaia]

Co u ciebie
py­tam gdy ko­lej­nym słowem
wzno­sisz się po­nad przeciętność
włas­nych kroków

biegnąc pod górę
tem­pem wyści­gowym zdo­byłeś
już szczy­ty nie do zdobycia

ges­ty roz­da­jesz błyskiem
i szyję wdzięcznie wy­ginasz wska­zując
klej­no­tem byt szczerozłoty

jak zdro­wie pytam
rodzi­na czy w komplecie
ktoś umarł lub się narodził

czy jes­teś szczęśliwy
i jest choćby je­den człowiek
co ra­dość z tobą dzieli

uciekasz wzrokiem
a po­tem ra­zem z deszczem spływasz
twarzą roz­mytą po szybie

ja­kie chcesz jeszcze imię założyć
by war­tość zmierzyć

czwartek, 18 września 2014

pycha - i nie chodzi tu o dobre ciasto




Chcemy być wielcy, oryginalni, ponadprzeciętni, wybitni, perfekcyjni. Chcemy zwracać na siebie uwagę innych.
Jednak przeważnie jesteśmy po prostu zwyczajni. Nie mamy specjalnych uzdolnień, nie jesteśmy super inteligentni, wygadani czy błyskotliwi, kontaktowi ani zabawni. Nasz rzeczywisty wizerunek znacznie odbiega od tego „idealnego JA”.

Jeśli ma się w sobie choć odrobinę pokory, można sobie z tym poradzić. Można przyznać, że taki po prostu jestem, że nie muszę być idealny, że życie nie musi być dokładnie takie, jak sobie wymarzyłem. Błędy należy naprawiać, pracować nad swoimi wadami, ale czasem po prostu się nie da – wtedy trzeba nauczyć się z tym żyć, akceptować to, czego nie można zmienić.

Takie wyjście z sytuacji byłoby najlepsze. Jednak zwykle pycha, nie pozwala przyznać się do błędu, nie dopuszcza, że coś mogłoby się nie powieść, że ja sam nie jestem perfekcyjny.

Troska o samego siebie jest czymś ważnym i potrzebnym, oczywiście przy założeniu, że: 
POKORA > PYCHA. 
Inaczej ta troska o siebie może stać się naszą tragedią. Bo przez jakiś czas można się starać i spinać, aby wszystko z zewnątrz wyglądało idealnie, ale na dłuższą metę tak się nie da.

Kiedy nie potrafimy akceptować swoich słabości, wpadamy w dołek, w złość na siebie, na cały świat. To trudna sytuacja, jednak może się w nas pojawić coś o wiele gorszego, niż zwykły dołek, zwykła złość.

Pycha jest totalnym paradoksem. Jest tak sprzeczna, że mogłoby się wydawać, że istnieją co najmniej dwa rodzaje pychy. Ta mniej straszna, mniej destrukcyjna, której definicję można znaleźć na wikipedii:


oraz ta druga, która paraliżuje, niszczy. Pycha, która nie jest nadmierną wiarą we własne możliwości, lecz bezradnością. Pycha, która nie jest przesadną pewnością siebie, ale poniżaniem siebie. Która nie jest samolubstwem, lecz nienawiścią do samego siebie. To nie wysoka samoocena, czy poczucie własnej wartości, ale ogromna niepewność, która wciąż domaga się potwierdzenia w oczach innych.

Wspólnym mianownikiem dla jednej i drugiej pychy, jest dążenie do tego, aby inni mnie dostrzegali, żeby nie być kimś zwykłym, przeciętnym. 
I tak, skoro nie mogę być najlepszy, to będę najgorszy. Skoro nie mogę być najmądrzejszy, to będę zgrywać głupka. Skoro nie mogę zwrócić na siebie uwagi innych poprzez bycie kimś dobrym, serdecznym, ciepłym, to będę zepsuty, arogancki i obojętny. Poprzez poniżanie siebie, inni będą mnie dostrzegać - bo przecież lepiej, żeby mówili o mnie źle, niż nie mówili w ogóle.

Taka pycha jest bardzo destrukcyjna. Zamyka nas na zmianę, nie pozwala ruszyć z miejsca, wziąć się za siebie, uwolnić od fałszywych przekonań o sobie samym. Doprowadza do obłędu, który sprawia, że jestem gotów wejść w zło, jestem gotów rozwalić sobie życie, byle tylko inni zwracali na mnie uwagę. Uzależnienie się od ludzi, prowadzi z czasem do uzależnienia się od smutku, pustki, samozniszczenia.

Co jest lekarstwem na pychę? Co może uwolnić od tych bezustannych myśli: co powiedzą o mnie inni? Jak zaakceptować swoje słabości, życiowe niepowodzenia? Jak być prostym, a jednocześnie być KIMŚ? Jak być prawdziwym, jak uczyć się autentyczności, nie udawania?


  *  *  *
UPOKÓRZ MNIE

Upokórz mnie
postaw pod ścianą niezrozumienia
pozwól doświadczyć ludzkiej niemocy
i ucałować własną głupotę

ześlij chwile wytchnienia
bym śmiała się z siebie jak Piotr
gdy wskoczył w wodę
i wyglądał jak zmokła kura

a potem nie mógł już nic
powiedział tylko
że kocha bardziej niż inni

wtorek, 16 września 2014

dopóki bolisz



Wygląda na to, że żyję i nie jest to wyłącznie zasługa kofeiny...
Śmiać się, czy płakać?


  *  *  *
SUMIENIE

Kiedy już prawie zasypiałam
wspomnienie - włamywacz
zaczęło dręczyć serce

myślałam, że to już nie wróci
że nie istnieje
że zapomniałam

ale sumienie - stary piernik
zaczęło stukać w głowę 

powiedziało:
<< pamiętaj
bo chociaż boli
to dzięki mnie
jesteś człowiekiem>>

sobota, 13 września 2014

wdzięczność

"Dziękczynienie uwalnia duszę od smutku
i pychy"

[Ignacy Loyola]



Zaczynamy doceniać dopiero, gdy stracimy lub gdy widzimy jak źle mają inni. 
Zazdrościmy bo nie zdajemy sobie sprawy z tego, że to co dla kogoś jest największym szczęściem, dla nas może być największą rozpaczą.

Witam! Pozwólcie, że się przedstawię. Jestem głupcem, durniem, osłem - nie doceniam i zbyt wiele zazdroszczę...


  *  *  *
Przecież tyle ma
widzi, że On jest
daje to wszystko
dotyka jej twarzy
wylewa kropelki Łaski i Miłości

a ona odwraca wzrok
żeby nie docenić
nie być wdzięczną
ani szczęśliwą

na siłę ucieka od radości
jakoś dziwnie
jakby się bała
że jej się nie należy

Pijaku i Obżartuchu z Nazaretu
oczyść moje serce
przemień rozdwojenie w rozświetlenie jaźni
najedz się moją ufnością
i upij moim spokojem
kiedy z wdzięcznością
będę całować
kubek kawy z mlekiem

wtorek, 9 września 2014

zapominanie

Są wydarzenia, rzeczy, osoby, stany, o których wolałoby się nie pamiętać.
Coś gdzieś w głębi, w sercu, czy w umyśle kłuje, przygniata, dusi, doprowadza do szaleństwa. To nieprzyjemne.
Siła woli nie wystarcza, aby opróżnić głowę, żeby uwolnić się od tego zamętu.
Ucieka się w pracę, w głupkowate rozrywki. Zagłusza się muzyką, zaślepia fałszywymi obrazami. Znieczula się środkami, które odurzają, a nie leczą.  

Przez chwilę wydaje się, że jest lepiej, łatwiej. To jest jak dom, stojący na szpilce - nie na fundamencie. Ułuda spokoju, prowizorka normalnego życia.

Jakiś czas będzie OK, ale w końcu wróci... Jutro, za tydzień, za rok odezwie się na nowo i rozłoży na łopatki.


  *  *  *
W STANIE WSKAZUJĄCYM NA SPOŻYCIE

Mój nabzdryngolony świat
kiedy płynnie mówię po angielsku
znam chiński 
i trochę po niemiecku

gdy przychodzi głupia odwaga
naiwna uciecha

gdy wszystko wydaje się możliwe
a ja jestem większa
niż wszyscy bogowie
razem wzięci

łatwe życie
po kieliszku cudotwórczej towarzyszki
przebiera się
w bałamutne okulary fałszu

piątek, 5 września 2014

"nic nas nie zdoła odłączyć"

Kiedy mówię bezpośrednio o Nim, nie potrafię wyrażać się inaczej, jak tylko wierszem. Może kiedyś się tego nauczę.
Dziś tylko wiersz. Jeśli można to tak w ogóle nazwać (kilka dziwnych zdań, bez interpunkcji, bez specjalnego szyku, bez rymu, ..., itp. pewnie też bez sensu i bez zrozumienia?)


  *  *  *

BEZ GRANIC

Rzucam niedbale potłuczone cegły
układam twarde kamyki

to nawet nie mur
to kupa gruzu

odwracam się plecami
udaję, że nie słyszę
a upór zamyka mi oczy

odchodzę ze spuszczonymi rękoma
z braku sił
z bezradności

a Ty nie oddalasz się 
nawet o milimetr
bo moje zło
nie jest dla Ciebie granicą

środa, 3 września 2014

100 lat, 100 lat niech żyje, żyje nam...

"To jest twoje życie! Teraz. Nie wczoraj, czy za chwilę, ale właśnie teraz. I nie będzie czekać, 
aż staniesz na nogi."


Już dwadzieścia trzy razy w życiu powinnam była widzieć, jak kończy się lato. Mam jednak wrażenie, że większość tych wrześni, jakby gdzieś uciekła.
Na początku byłam zbyt mała, żeby dostrzegać istnienie czegoś takiego, jak pory roku. Trochę później było mi wszystko jedno, czy mamy wiosnę, jesień, czy zimę. Kilka razy powierzchowność odebrała mi zdolność odczuwania czasu. Potem zdarzały się lata zbyt pochmurne i nie można było rumienić się na słońcu - takie lato, to nie lato. Kilka razy wrzesień przeminął zbyt żałośnie lub zbyt wesoło, zbyt szybko lub zbyt ślamazarnie, zbyt aktywnie lub zbyt mdło.

Tak wiele chwil gdzieś umyka. I nie chodzi nawet o to, że czas przemija, bo przemijanie jest jego cechą charakterystyczną. Teraźniejszość jest trudna, kiedy żyje się w poczuciu, że czas upływa nie tak, jak powinien upływać.

Podobno we wrześniu w powietrzu unosi się babie lato, a na polanach kwitną wrzosy.
Kilka razy w życiu babie lato przykleiło mi się przypadkowo do twarzy. Odgarnęłam je tylko i wyrzuciłam gdzieś w biegu. Nawet nigdy się nie zastanawiałam, co to tak naprawdę jest. Pewnie jakaś pajęczyna, czy kawałek rośliny...
A wrzosy? Widziałam tylko takie ozdobne, w doniczkach. Ciekawe jak pachną prawdziwe polne wrzosy.


  *  *  *
BEZCZAS

Co dzień mówię <witaj>
temu samemu dniowi
bo nie wiem
czy już wspominałam
ale czas się zatrzymał

ludzie żyją z zegarkiem w ręku
a mój się zapomniał
i nie tyka

wszystko obok płynie
dzieje się 
idzie albo biegnie

nieważne jak
ważne, że do przodu

otworzyłam ręce i czekam
na spojrzenie
myśl 
pragnienie

stoję w miejscu
a te otwarte ręce
jak zepsuty kran

między palcami zwykłych dni
przecieka niezwykłe życie

gdy kapnie bliżej Niego
staje się chwila
- przebłysk jasności -
zbyt krótka by coś zmienić
by zacząć BYĆ

wtorek, 2 września 2014

błogosławieństwo, czy przekleństwo?

Jan Kowalski powie: narwaniec, maruda, beksa-lala lub dziwak. Zacny terapeuta, określi to mianem nieuświadomionego konfliktu wewnętrznego, natomiast lekarz od leczenia skrzywionych łbów rzuci diagnozę: perturbatio personalitatis.
Ja nazywam to po prostu wrażliwością.

Jest to ogromnie trudne, kiedy każdy smutek, każda złość i każdy lęk stają się o wiele większe niż smutek, złość i lęk tak zwanych "normalnych" ludzi.
Kiedyś żyłam w przekonaniu, że odczuwanie wszystkiego BARDZIEJ jest przekleństwem osób wrażliwych. Dziś nie kwestionuję, że jest to być może cholernie męczące. Jednak zgodnie z tą prawidłowością, że odczuwa się wszystko BARDZIEJ, to również doświadczanie radości, przyjemności, zachwytu może stawać się o wiele intensywniejsze. W takim kontekście wydaje się, że wrażliwość może być zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem.

Odnoszę wrażenie, że gdy człowiek nauczy się dystansu do swoich trudnych przeżyć, może uczynić ze swojej wrażliwości wyłącznie błogosławieństwo. Gdy będzie się starał wszystko oddramatyzować. Gdy nie da się niejako wchłonąć i opanować temu smutkowi, tej złości, temu lękowi.
Myślę, że przeżywanie błogosławionej wrażliwości można nazwać dojrzałością.

Łatwo się mówi, gorzej wykonać...


  *  *  *
NIEWOLNIK SERCA

Dał mi klucz
abym otwierała umysł 
i szła za mądrością

dał okulary
abym wgapiała się w uczucia
i lepiej poznała samą siebie

klucz zgubiłam
okulary się potłukły

teraz biegam jak głupi szczeniak
z wywieszonym jęzorem
za uczuciem

ono odebrało mi wolność wyboru
nie umiem się wyrzec
porywów serca
i zacząć żyć