wtorek, 2 września 2014

błogosławieństwo, czy przekleństwo?

Jan Kowalski powie: narwaniec, maruda, beksa-lala lub dziwak. Zacny terapeuta, określi to mianem nieuświadomionego konfliktu wewnętrznego, natomiast lekarz od leczenia skrzywionych łbów rzuci diagnozę: perturbatio personalitatis.
Ja nazywam to po prostu wrażliwością.

Jest to ogromnie trudne, kiedy każdy smutek, każda złość i każdy lęk stają się o wiele większe niż smutek, złość i lęk tak zwanych "normalnych" ludzi.
Kiedyś żyłam w przekonaniu, że odczuwanie wszystkiego BARDZIEJ jest przekleństwem osób wrażliwych. Dziś nie kwestionuję, że jest to być może cholernie męczące. Jednak zgodnie z tą prawidłowością, że odczuwa się wszystko BARDZIEJ, to również doświadczanie radości, przyjemności, zachwytu może stawać się o wiele intensywniejsze. W takim kontekście wydaje się, że wrażliwość może być zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem.

Odnoszę wrażenie, że gdy człowiek nauczy się dystansu do swoich trudnych przeżyć, może uczynić ze swojej wrażliwości wyłącznie błogosławieństwo. Gdy będzie się starał wszystko oddramatyzować. Gdy nie da się niejako wchłonąć i opanować temu smutkowi, tej złości, temu lękowi.
Myślę, że przeżywanie błogosławionej wrażliwości można nazwać dojrzałością.

Łatwo się mówi, gorzej wykonać...


  *  *  *
NIEWOLNIK SERCA

Dał mi klucz
abym otwierała umysł 
i szła za mądrością

dał okulary
abym wgapiała się w uczucia
i lepiej poznała samą siebie

klucz zgubiłam
okulary się potłukły

teraz biegam jak głupi szczeniak
z wywieszonym jęzorem
za uczuciem

ono odebrało mi wolność wyboru
nie umiem się wyrzec
porywów serca
i zacząć żyć

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz