Kiedy mówię bezpośrednio o Nim, nie potrafię wyrażać się inaczej, jak tylko wierszem. Może kiedyś się tego nauczę.
Dziś tylko wiersz. Jeśli można to tak w ogóle nazwać (kilka dziwnych zdań, bez interpunkcji, bez specjalnego szyku, bez rymu, ..., itp. pewnie też bez sensu i bez zrozumienia?)
* * *
BEZ GRANIC
Rzucam niedbale potłuczone cegły
układam twarde kamyki
to nawet nie mur
to kupa gruzu
odwracam się plecami
udaję, że nie słyszę
a upór zamyka mi oczy
odchodzę ze spuszczonymi rękoma
z braku sił
z bezradności
a Ty nie oddalasz się
nawet o milimetr
bo moje zło
nie jest dla Ciebie granicą
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz