Są wydarzenia, rzeczy, osoby, stany, o których wolałoby się nie pamiętać.
Coś gdzieś w głębi, w sercu, czy w umyśle kłuje, przygniata, dusi, doprowadza do szaleństwa. To nieprzyjemne.
Siła woli nie wystarcza, aby opróżnić głowę, żeby uwolnić się od tego zamętu.
Ucieka się w pracę, w głupkowate rozrywki. Zagłusza się muzyką, zaślepia fałszywymi obrazami. Znieczula się środkami, które odurzają, a nie leczą.
Przez chwilę wydaje się, że jest lepiej, łatwiej. To jest jak dom, stojący na szpilce - nie na fundamencie. Ułuda spokoju, prowizorka normalnego życia.
Jakiś czas będzie OK, ale w końcu wróci... Jutro, za tydzień, za rok odezwie się na nowo i rozłoży na łopatki.
* * *
W STANIE WSKAZUJĄCYM NA SPOŻYCIE
Mój nabzdryngolony świat
kiedy płynnie mówię po angielsku
znam chiński
i trochę po niemiecku
gdy przychodzi głupia odwaga
naiwna uciecha
gdy wszystko wydaje się możliwe
a ja jestem większa
niż wszyscy bogowie
razem wzięci
łatwe życie
po kieliszku cudotwórczej towarzyszki
przebiera się
w bałamutne okulary fałszu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz