czwartek, 18 września 2014

pycha - i nie chodzi tu o dobre ciasto




Chcemy być wielcy, oryginalni, ponadprzeciętni, wybitni, perfekcyjni. Chcemy zwracać na siebie uwagę innych.
Jednak przeważnie jesteśmy po prostu zwyczajni. Nie mamy specjalnych uzdolnień, nie jesteśmy super inteligentni, wygadani czy błyskotliwi, kontaktowi ani zabawni. Nasz rzeczywisty wizerunek znacznie odbiega od tego „idealnego JA”.

Jeśli ma się w sobie choć odrobinę pokory, można sobie z tym poradzić. Można przyznać, że taki po prostu jestem, że nie muszę być idealny, że życie nie musi być dokładnie takie, jak sobie wymarzyłem. Błędy należy naprawiać, pracować nad swoimi wadami, ale czasem po prostu się nie da – wtedy trzeba nauczyć się z tym żyć, akceptować to, czego nie można zmienić.

Takie wyjście z sytuacji byłoby najlepsze. Jednak zwykle pycha, nie pozwala przyznać się do błędu, nie dopuszcza, że coś mogłoby się nie powieść, że ja sam nie jestem perfekcyjny.

Troska o samego siebie jest czymś ważnym i potrzebnym, oczywiście przy założeniu, że: 
POKORA > PYCHA. 
Inaczej ta troska o siebie może stać się naszą tragedią. Bo przez jakiś czas można się starać i spinać, aby wszystko z zewnątrz wyglądało idealnie, ale na dłuższą metę tak się nie da.

Kiedy nie potrafimy akceptować swoich słabości, wpadamy w dołek, w złość na siebie, na cały świat. To trudna sytuacja, jednak może się w nas pojawić coś o wiele gorszego, niż zwykły dołek, zwykła złość.

Pycha jest totalnym paradoksem. Jest tak sprzeczna, że mogłoby się wydawać, że istnieją co najmniej dwa rodzaje pychy. Ta mniej straszna, mniej destrukcyjna, której definicję można znaleźć na wikipedii:


oraz ta druga, która paraliżuje, niszczy. Pycha, która nie jest nadmierną wiarą we własne możliwości, lecz bezradnością. Pycha, która nie jest przesadną pewnością siebie, ale poniżaniem siebie. Która nie jest samolubstwem, lecz nienawiścią do samego siebie. To nie wysoka samoocena, czy poczucie własnej wartości, ale ogromna niepewność, która wciąż domaga się potwierdzenia w oczach innych.

Wspólnym mianownikiem dla jednej i drugiej pychy, jest dążenie do tego, aby inni mnie dostrzegali, żeby nie być kimś zwykłym, przeciętnym. 
I tak, skoro nie mogę być najlepszy, to będę najgorszy. Skoro nie mogę być najmądrzejszy, to będę zgrywać głupka. Skoro nie mogę zwrócić na siebie uwagi innych poprzez bycie kimś dobrym, serdecznym, ciepłym, to będę zepsuty, arogancki i obojętny. Poprzez poniżanie siebie, inni będą mnie dostrzegać - bo przecież lepiej, żeby mówili o mnie źle, niż nie mówili w ogóle.

Taka pycha jest bardzo destrukcyjna. Zamyka nas na zmianę, nie pozwala ruszyć z miejsca, wziąć się za siebie, uwolnić od fałszywych przekonań o sobie samym. Doprowadza do obłędu, który sprawia, że jestem gotów wejść w zło, jestem gotów rozwalić sobie życie, byle tylko inni zwracali na mnie uwagę. Uzależnienie się od ludzi, prowadzi z czasem do uzależnienia się od smutku, pustki, samozniszczenia.

Co jest lekarstwem na pychę? Co może uwolnić od tych bezustannych myśli: co powiedzą o mnie inni? Jak zaakceptować swoje słabości, życiowe niepowodzenia? Jak być prostym, a jednocześnie być KIMŚ? Jak być prawdziwym, jak uczyć się autentyczności, nie udawania?


  *  *  *
UPOKÓRZ MNIE

Upokórz mnie
postaw pod ścianą niezrozumienia
pozwól doświadczyć ludzkiej niemocy
i ucałować własną głupotę

ześlij chwile wytchnienia
bym śmiała się z siebie jak Piotr
gdy wskoczył w wodę
i wyglądał jak zmokła kura

a potem nie mógł już nic
powiedział tylko
że kocha bardziej niż inni

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz