środa, 21 stycznia 2015

spokój

Budzisz się rano z dziwnym bólem. Zachodzisz w głowę, co to może być. Boli dlatego, że czegoś ci brakuje. 
Kończysz badanie, znieczulając się łykiem parzącej kofeiny. Cały dzień biegasz, otwierasz wszystkie drzwi, żeby znaleźć kolejne lekarstwo na ten brak. 
Grzebiesz po śmietnikach, po galeriach z drogimi ciuchami. Próbujesz przegryźć to bigmakiem. Zapić haustem napoju, którego zdolność ogłupiania wskazuje podejrzany znak matematyczny. Szukasz w przemądrzałych książkach, na drabinach karier i piedestałach nadętej władzy. 
Przetrząsasz wszystkie sklepy z wędlinami, gdzie za ladą leżą góry kobiecych wyuzdanych mięs, ochłapy jędrnych ud, piersi i pośladków. Jest samoobsługa, więc łapiesz co chcesz, aż wreszcie wszystko brzydnie ci z przejedzenia. 
Jak gruby pies prosisz się o pogłaskanie, a gdy jest ci wciąż za mało, gryziesz fałszywymi zębami. Biegniesz z wywieszonym jęzorem na tandetny wernisaż i myślisz, że to czego szukasz, chowa się za przezroczystą ramą obrazu. Skaczesz ze spadochronu, by fanaberii nadać nutkę wielkości.

Szukasz, tropisz, wypatrujesz, ścigasz, węszysz, polujesz, a mimo to nie znajdujesz... Jak tumanowaty kot, który próbuje złapać światło z latarki.

Nawet nie wiesz za czym tęsknisz, czego ci brak.

Powiem ci to na ucho.

SPOKOJU

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz