W ostatnim czasie mój budzik rzadko się odzywał. Chciał dać mi trochę wolności i pozwalał wstawać, o której chcę. Zazwyczaj, gdy go słyszałam, miałam ochotę rzucić nim o ścianę. Bycie budzikiem to strasznie niewdzięczna robota - każdego ranka stawiać ludzi na równe nogi, tylko po to, żeby zagonić ich do powszedniości.
Jednak dzisiejszego dnia mój poranny wróg zamienił się w przyjaciela i przemówił do mnie całkiem przyjemnym głosem. Pomogły mu w tym niecodzienne okoliczności, które razem z nieprzyjemnym "ta-tara-tam-tam" o godzinie 8:00 obwieściły mi, że ten dzień będzie inny niż zwykle.
Już o 8.01 w czajniku marki "czajnik" było słychać pierwsze bulgotnięcia gotowanej na herbatę wody. Pożądliwe spojrzenie na słoiczek z kawą - "cholera nie, miałam już nie pić kawy" - tym razem herbacie z sokiem żurawinowym udało się wygrać.
Kanapka, łyk świeżego powietrza, zęby, prysznic, ciuchy i siedzę. Mam przed sobą jeszcze przynajmniej godzinę wolnego czasu.
Internet. Czytam wszystko co się wyświetli, żeby tylko nie myśleć i się nie denerwować. Nie wytrzymuję. Dobudzam jeszcze lekko nietomną nimfę, z którą mam przyjemność dzielić pokój. Podaję jej kawę z mlekiem i cukrem. Zaczynamy gadać, a potem gadanie przechodzi w wygłupy. Wychodzę.
Autobus spóźnia się 3 minuty, a ja przychodzę na przystanek 3 minuty wcześniej. 6 minut bezsensownego czekania, które dzisiaj jakoś wyjątkowo się dłuży. To przez narastające zdenerwowanie.
Docieram na miejsce. Znowu muszę chwile poczekać i obawiam się, że to nieprzyjemne uczucie streso-oczekiwania znów mnie dopadnie. Wymieniam kilka SMSów i o dziwo, ów niemiłe uczucie nie przychodzi. Wręcz przeciwnie, jest luz i ciekawość.
No i zaczęło się.
Chce mi się śmiać, że tak się tego bałam. Po chwili przyzwyczajam się, ciekawość zabija swój pierwszy głód.
Czas, czas, czas... 4 godziny. Z emocji nie mogę ani spać, ani skupić się na tyle, żeby pouczyć się z notatek, które ze sobą zabrałam.
Niespodziewanie przybywają posiłki, czyli umilaczka tego egzotycznego czasu. Dobrze jest mieć tam "kogoś swojego".
- Dziś jest 26. stycznia. Ktoś ma urodziny tego dnia, ale nie pamiętam kto.
- To przecież JA. Moje nowe urodziny.
- A normalnie kiedy masz?
- Normalnie we wrześniu.
Koniec. Wracam. Nie myślę o niczym. Czuję się jakbym była pijana, oderwana od rzeczywistości.
* * *
NOWONARODZENIOWY
jedno wydarzenie
symbol
zamknięcie starych drzwi
otwarcie furtki na nowe
niezwyczajny dzień
przypadkowa kartka z kalendarza
szukałeś miejsca i czasu
żeby się odbić
jak biegacz
od tego metalowego czegoś
co sprawia że nogi się nie ślizgają
Staronarodzeniowy
ruszyłeś z falstartu
ale nie żałuj
zacznij od początku
od dziś będzie już OK
Nowonarodzeniowy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz