istniały czasy
kiedy wierzyłam w święte, żelazne idee
byłam gotowa oddać życie
za nawałnicę dogmatów
absurdów
treli moreli
dziś -
jestem tak przeraźliwie obojętna
lub tak desperacko przewrażliwiona
- że nie widzę
nie widzę
z braku człowieczeństwa
lub z braku zdrowego dystansu
jestem rozmazanym obrazem
ani zimnym
ani gorącym
letnim banałem
wyrzyganym przez usta Świętości
dziś -
brak mi pewności
starej, twardej skóry
która wpychała mnie
w dekalog ograniczeń
Powiedzcie mi szczerze:
jestem bogiem wolności
czy niewolnikiem zesztywniałych praw...?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz