A może ta dziewczyna, wcale nie była dziewczyną - tylko zbyt poważną kobietą, która próbowała odmłodzić swój wizerunek uciekając w szczenięctwo.
Myślała, że brak jej odwagi, bo stale żyła na skraju przeciętności.
Wszyscy widzieli jak drży, jak umiera ze strachu, jak trzęsie jej się głos, jak duka za ciche słowa, jak kłamie, udaje, unika, ucieka, tchórzy...
Wiecie... to nie jest do końca tak.
Ona drży, bo czuje za bardzo.
Lęka się, bo duszę ma zbyt dotykalską.
Jej głos dygoce, cedzi się jak przez sito - to nie dlatego, że kłamie. Po prostu rozkłada na czynniki pierwsze każde słowo, aby w nieuwadze nie kaleczyć czyjegoś istnienia, nie ranić.
Nie wyrokujcie, że udaje, unika, ucieka, tchórzy..
Bo nie brak jej odwagi.
Jej siłą jest "TY", jej słabością "JA". Oby stała się wystarczająco odważna, aby siłę odnaleźć w "JA".
* * *
"Czasami wydaje nam się, że mieszka w nas dwóch różnych ludzi. Jeden, który wszystko doskonale czyni i tego człowieka prezentujemy światu. Jest też i ten drugi, którego się wstydzimy, i tego ukrywamy. W każdym człowieku istnieje coś takiego jak wewnętrzny dysonans i niespójność. Każdy chciałby być dobry, a jedynie dokonuje czynów, których sam często nie rozumie.
Dlaczego tak jest? Dlatego, że człowiek nie jest Bogiem, nie jest też aniołem, ani jakąś nadistotą, a jedynie małym pielgrzymem w długiej, dalekiej drodze swojego życia. Własne słabości czynią go wyrozumiałym i łagodnym w stosunku do innych. Ktoś, kto jest bezkrytyczny wobec samego siebie, będzie twardy i niezdolny wczuć się w innych. Nie będzie umiał nikogo pocieszyć, dodać odwagi i wybaczyć. Szczęście i przyjaźń tkwią tam, gdzie ludzie są wrażliwi, łagodni i delikatni w słowach..."
[Phil Bosmans]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz