Poznałeś mnie
ubraną w ironię
a trudno ją pojąć
gdy na drodze stoją
dwa ekrany
nie wystraszyłeś się
że mam brzytwę zamiast języka
i że stale przesiaduję
za murem powściągliwości
rozebrałeś mnie z udawania
tłukąc mi do pustej głowy
że gdzie umiera otwartość
tam rodzi się samotność
i że życie czasem boli
gdy daje się za dużo z siebie
ostrzegałam
żebyś nie kładł serca na dłoni
- dziś sama muszę przepraszać
za tonę hipokryzji
bo nie chciałam się zakochać
tak wyszło
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz