To nie tylko kraty w oknach i kajdanki na rękach. To nie tylko drzwi, które dziurkę od klucza mają z drugiej strony. To nie tylko człowiek, który powie: stop, dalej nie możesz pójść.
Istnieje o wiele gorsza niewola - niewola serca. Często o wiele bardziej dramatyczna, bo niewidzialna. Łatwiej dostrzec, że jest się więźniem w zamkniętym bunkrze niż, że jest się więźniem samego siebie.
Wydaje nam się, że jesteśmy wolni, bo nie ma wokół nas krat, bo nic, ani nikt nami nie kieruje. Wydaje nam się, że robimy to, co chcemy, że podejmujemy samodzielne decyzje.
A może wcale nie jesteśmy wolni.
Bo na początku tego, co robimy nie stoi: "CHCĘ", tylko: "powinienem, muszę, tak trzeba". Bo nasze decyzje są powodowane lękiem. Lękiem przed wyjściem poza schematy, lękiem przed otwartością, przed byciem innym niż wszyscy. Boimy się swojego wnętrza - że to taki dziki zwierz, który nie wiadomo co zaraz zrobi, więc lepiej założyć mu kaganiec.
Boimy się powiedzieć zbyt wiele, więc nie mówimy wcale.
Boimy się zrobić coś nie tak, więc zachowujemy się, jak cała reszta tej bezmyślnej szarej masy, ludzi - robocików, którzy zwykli nam mówić: "to nie wypada".
Boimy się otworzyć na świat, ludzi. Zakładamy na siebie całą tonę ciuchów i grubą warstwę makijażu, maski, które ubieramy w szlachetnie brzmiące słówka, jak: powściągliwość, rozwaga, odpowiedzialność, takt, dojrzałość. To daje złudne poczucie bezpieczeństwa, które tak naprawdę nie jest bezpieczeństwem lecz ucieczką od życia, od ludzi.
Kiedyś słyszałam takie słowa, że niebezpieczeństwo zamknięcia się jest o wiele gorsze, niż niebezpieczeństwo otwarcia. Otwarcie się jest ryzykowne, bo ktoś może nas wyśmiać, wykorzystać, nazwać głupcem, albo dziwakiem, bo ktoś może nie uszanować tego, co mu powiemy, nie zrozumieć. Jednak niebezpieczeństwo zamknięcia, jest o wiele bardziej ryzykowne, a nawet nie jest to już ryzyko. Bo ryzykować może ten, kto chodzi po linie nad przepaścią, a zamknięcie to już nawet nie ryzykowanie, tylko spadanie w dół przepaści. Wtedy już nie można się uratować, można tylko upaść i z całą siłą walnąć o ziemię.
Uświadomienie sobie tego, że żyjemy w jakiś więzach, niewoli, że jesteśmy zamknięci to tylko połowa sukcesu.
Więc co trzeba zrobić, żeby się wyswobodzić, uwolnić od tego, co nas krępuje? Co zrobić, żeby się otworzyć? Żeby samemu kierować swoim życiem, a nie żeby kierowały nim lęki, schematyczne myślenie? Skąd brać odwagę i siłę do zmiany?
Tego nie wiem...
* * *
JA - GŁUPI
Głupi człowiek
co szuka głębi życia
a ucieka w powierzchowność
głupi, kto pragnie pełni
a zadowala się namiastką
głupi, kto rozkoszy upatruje w ciele
a szczęścia w przyjemności
kto wzdycha do człowieka
a najbardziej kocha siebie
kto jest głodny prawdy
a stale recytuje
wiersze niedomówień
głupiec, który trwa w pustce
tchórz
pozorant
dezerter życia
chcieć chcenia - to wystarczy!
OdpowiedzUsuń