niedziela, 1 lutego 2015

jakoś

Witasz mnie wykrętnym "dzień dobry"
zaciskam zęby w złości
bo wiem
że sprzedajesz mi półprawdy

Ten dzień wcale nie jest dobry
dla ciebie
a ty mówisz: 
<JAKOŚ leci>

Nie myślisz o tym, że jest źle
czy po prostu 
nie chcesz mnie martwić?

Ubierasz się w sztuczny uśmiech
odgrywasz parodię beztroski
a twoje buty w kwiatki
są zachlapane goryczą

Zrzuć skorupę siły
rozgrzej beznamiętność
Ucałuj się z wrażliwością

Przecież mnie możesz pokazać
siebie prawdziwego

Nie przestraszę się
nie wykrzywię ust w grymasie odrazy
nie ugryzę

Pogłaskam twoje <JAKOŚ>
w końcu się oswoi
tylko mów
nie zamykaj się
i zacznij ŻYĆ

poniedziałek, 26 stycznia 2015

protokół nowonarodzeniowy

W ostatnim czasie mój budzik rzadko się odzywał. Chciał dać mi trochę wolności i pozwalał wstawać, o której chcę. Zazwyczaj, gdy go słyszałam, miałam ochotę rzucić nim o ścianę. Bycie budzikiem to strasznie niewdzięczna robota - każdego ranka stawiać ludzi na równe nogi, tylko po to, żeby zagonić ich do powszedniości.
Jednak dzisiejszego dnia mój poranny wróg zamienił się w przyjaciela i przemówił do mnie całkiem przyjemnym głosem. Pomogły mu w tym niecodzienne okoliczności, które razem z nieprzyjemnym "ta-tara-tam-tam" o godzinie 8:00 obwieściły mi, że ten dzień będzie inny niż zwykle.

Już o 8.01 w czajniku marki "czajnik" było słychać pierwsze bulgotnięcia gotowanej na herbatę wody. Pożądliwe spojrzenie na słoiczek z kawą - "cholera nie, miałam już nie pić kawy" - tym razem herbacie z sokiem żurawinowym udało się wygrać.

Kanapka, łyk świeżego powietrza, zęby, prysznic, ciuchy i siedzę. Mam przed sobą jeszcze przynajmniej godzinę wolnego czasu.
Internet. Czytam wszystko co się wyświetli, żeby tylko nie myśleć i się nie denerwować. Nie wytrzymuję. Dobudzam jeszcze lekko nietomną nimfę, z którą mam przyjemność dzielić pokój. Podaję jej kawę z mlekiem i cukrem. Zaczynamy gadać, a potem gadanie przechodzi w wygłupy. Wychodzę.

Autobus spóźnia się 3 minuty, a ja przychodzę na przystanek 3 minuty wcześniej. 6 minut bezsensownego czekania, które dzisiaj jakoś wyjątkowo się dłuży. To przez narastające zdenerwowanie.

Docieram na miejsce. Znowu muszę chwile poczekać i obawiam się, że to nieprzyjemne uczucie streso-oczekiwania znów mnie dopadnie. Wymieniam kilka SMSów i o dziwo, ów niemiłe uczucie nie przychodzi. Wręcz przeciwnie, jest luz i ciekawość.

No i zaczęło się.
Chce mi się śmiać, że tak się tego bałam. Po chwili przyzwyczajam się, ciekawość zabija swój pierwszy głód.

Czas, czas, czas... 4 godziny. Z emocji nie mogę ani spać, ani skupić się na tyle, żeby pouczyć się z notatek, które ze sobą zabrałam.

Niespodziewanie przybywają posiłki, czyli umilaczka tego egzotycznego czasu. Dobrze jest mieć tam "kogoś swojego".

- Dziś jest 26. stycznia. Ktoś ma urodziny tego dnia, ale nie pamiętam kto.
- To przecież JA. Moje nowe urodziny.
- A normalnie kiedy masz?
- Normalnie we wrześniu.

Koniec. Wracam. Nie myślę o niczym. Czuję się jakbym była pijana, oderwana od rzeczywistości.



  *  *  *
NOWONARODZENIOWY

jedno wydarzenie
symbol
zamknięcie starych drzwi
otwarcie furtki na nowe

niezwyczajny dzień
przypadkowa kartka z kalendarza

szukałeś miejsca i czasu
żeby się odbić 
jak biegacz
od tego metalowego czegoś
co sprawia że nogi się nie ślizgają

Staronarodzeniowy
ruszyłeś z falstartu
ale nie żałuj

zacznij od początku
od dziś będzie już OK
Nowonarodzeniowy

środa, 21 stycznia 2015

spokój

Budzisz się rano z dziwnym bólem. Zachodzisz w głowę, co to może być. Boli dlatego, że czegoś ci brakuje. 
Kończysz badanie, znieczulając się łykiem parzącej kofeiny. Cały dzień biegasz, otwierasz wszystkie drzwi, żeby znaleźć kolejne lekarstwo na ten brak. 
Grzebiesz po śmietnikach, po galeriach z drogimi ciuchami. Próbujesz przegryźć to bigmakiem. Zapić haustem napoju, którego zdolność ogłupiania wskazuje podejrzany znak matematyczny. Szukasz w przemądrzałych książkach, na drabinach karier i piedestałach nadętej władzy. 
Przetrząsasz wszystkie sklepy z wędlinami, gdzie za ladą leżą góry kobiecych wyuzdanych mięs, ochłapy jędrnych ud, piersi i pośladków. Jest samoobsługa, więc łapiesz co chcesz, aż wreszcie wszystko brzydnie ci z przejedzenia. 
Jak gruby pies prosisz się o pogłaskanie, a gdy jest ci wciąż za mało, gryziesz fałszywymi zębami. Biegniesz z wywieszonym jęzorem na tandetny wernisaż i myślisz, że to czego szukasz, chowa się za przezroczystą ramą obrazu. Skaczesz ze spadochronu, by fanaberii nadać nutkę wielkości.

Szukasz, tropisz, wypatrujesz, ścigasz, węszysz, polujesz, a mimo to nie znajdujesz... Jak tumanowaty kot, który próbuje złapać światło z latarki.

Nawet nie wiesz za czym tęsknisz, czego ci brak.

Powiem ci to na ucho.

SPOKOJU

poniedziałek, 19 stycznia 2015

dzieci i wariaci

Jesteśmy dziećmi, którzy udają dorosłych. Jesteśmy dziećmi, wciśniętymi w schematy. Jesteśmy dziećmi, którym brak odwagi dziecka. Jesteśmy dziećmi, zbyt odpowiedzialnymi. Jesteśmy dziećmi, którzy nie śmieją się głośno - bo przecież to nie wypada.
Jesteśmy wariatami, którzy krępują się szaleństwa. Jesteśmy wariatami, cierpiącymi na zwyczajność. Jesteśmy wariatami - niewolnikami jasnego umysłu.

Myślisz, że jesteś niedojrzały, dziwny. Gówniarz i obłąkaniec.
Coś jest z tobą nie tak? A może wszystko stanęło na głowie? Nie oskarżaj siebie o dziecinność i wariactwo. To nie ty jesteś dzieckiem, to nie ty jesteś wariatem. Tylko ty jesteś normalny, a świat to jeden wielki plac zabaw, szpital psychiatryczny...

poniedziałek, 12 stycznia 2015

drugi świat

MAPOTWÓRCA

Sklejać w głowie
mapy bezcielesnych ulic
innych światów

mówią, że trzeba
twardo stąpać po ziemi
bez sensu brudzić się iluzjami

przywołać jak ducha
zbawienną chorobę
- rozdwojenie jaźni

bo nie chcę
żyć tylko w jednym świecie
w dzielnicach zwykłości

pragnę zatapiać swe realne ciało
w mydlanej bańce mistyki
nie tracąc trzeźwości

piątek, 9 stycznia 2015

śmieci

Masz tyle śmieci w głowie.
Te śmieci to recytatorzy fałszów i niedomówień, mistrzowie manipulacji. Wmawiają ci, że nie dasz rady, że ruch naprzód nie ma najmniejszego sensu. Jest ich tak dużo, że zabarykadowały ci drzwi do życia, a ty - głupi naiwnie wierzysz, że przeciśniesz się przez dziurkę od klucza.
Życie na wysypisku to wegetacja, możesz karmić się tylko odpadkami... 
A przecież Życiodajny Stół jest na wyciągnięcie ręki. Możesz brać ile chcesz, tylko zapragnij.

- "Nie, dziękuję. Nie jestem głodny" - powiedział dureń i zaczął zajadać się badziewiem



poniedziałek, 22 grudnia 2014

być sobą

"Ciężki jest los współczesnej kobiety.
Musi ubierać się jak chłopak,
wyglądać jak dziewczyna, myśleć jak mężczyzna
i pracować jak koń"

[Elizabeth Taylor]



Żyjesz w schematach. Dookoła zakazy i nakazy, prawa, normy... Czujesz się skrępowany, wciśnięty w coś, co można nazwać życiem "zgodnie z rozsądkiem".

Poprawność, zniewolenie zasadami.
Zaczynasz się buntować. Chcesz zrzucić więzy logiki. Ściągasz maski i rozwalasz mur, który wybudowałeś. Zaczynasz być sobą. Naprawdę sobą.

Inni widzieli obraz, który sama namalowałam. Teraz widzą obraz takim, jak jest naprawdę. Nie jest łatwo być sobą.  

To bardzo dziwne. Jest mi głupio. Czuję się zbyt naga, rozebrana z udawania...

niedziela, 21 grudnia 2014

prostota

 W słowniku synonimów jest 157 odpowiedników słowa "prostota":
anachronicznośćarchaicznośćascetycznośćautentycznośćbanalnośćbezbarwnośćbezcermonialnośćbezpośredniośćbezpretensjonalnośćbezproblemowośćbezpruderyjnośćbrak pewności siebiebrak polotubrak sztucznościcelnośćcichośćcichość sercacodziennośćczysta graczystośćczystość intencjiczytelność,delikatnośćdobitnośćdosadnośćdostępnośćdyskrecjadyskretnośćekstrawersjaekstrawertyzmelegancja,funkcjonalnośćgładkośćgra fairgra w otwarte kartyharmonijnośćjasnośćjednoznacznośćkanciastość,klarownośćkomunikatywnośćkonkretnośćkonwencjonalnośćlekkośćłatwa przyswajalnośćłatwośćłatwość w obejściumonotonianaiwnośćnaturalnośćnieatrakcyjnośćniedojrzałośćniedwuznacznośćnienowoczesność,nieokrzesanienieoryginalnośćnieskomplikowanienieskrępowanienieśmiałośćniewinnośćniewprawność,niewybrednośćniewymuszonośćniewyrobienienijakośćnormalnośćnośnośćobrazowośćobycieobycie towarzyskieoczywistośćoględnośćonieśmielenieoszczędnośćotwartośćpewność siebieplastycznośćpłaskość,płyciznapłynnośćpłytkośćpoglądowośćpokoraporęcznośćpospolitośćpotoczystośćpowszedniość,powściągliwośćpraktycznośćprawdomównośćprawdziwośćprecyzjaprecyzyjnośćprostactwoprostoduszność,prostolinijnośćprostota duchaprostota sercaprozaprozaicznośćprymitywizmprymitywnośćprzaśność,przeciętnośćprzejrzystośćprzestarzałośćprzystępnośćprzyswajalnośćprzyziemnośćrozluźnienierutyna,rycerskośćrzetelnośćsiermiężnośćskrępowanieskromnośćsolennośćspontanicznośćstandardowość,stereotypowośćsugestywnośćsurowośćswobodaszablonowośćszarośćszarzyznaszczerośćśmiałośćtakt,taktownośćtowarzyskośćtrywialnośćtuzinkowośćtypowośćubóstwouczciwośćumiarumiarkowanieuniżenie,weredyzmwiarygodnośćwstrzemięźliwośćwstydliwośćwulgarnośćwyczuciewymownośćwyrazistośćwyraźność,zahukaniezalęknieniezdecydowaniezgrzebnośćzielonośćzrozumiałośćzwyczajnośćzwykłośćżywość

Tak proste słowo, a tak wiele komplikuje...

  *  *  *
PROSTO

Choć czasem się zdarzy
że zaczynam bardziej żyć
- nie potrafię być prosta

chcę się oczyścić
wyrzucić z siebie największy brud
bez kłamstw, niedomówień,
ubierania w ładne słowa

ale nie wychodzi
bo zamiast tego
wciskam kwiatki
w środek śmietnika

środa, 10 grudnia 2014

bądź dla mnie uchem

Momo często ktoś odwiedzał. Prawie zawsze widywało się u niej kogoś, kto z nią siedział i z ożywieniem rozmawiał. A jeśli ktoś jej potrzebował i nie mógł przyjść do niej, posyłał po nią, prosząc, żeby przyszła. A temu, kto nie zauważył jeszcze, że jej potrzebuje, inni mówili: „Idźże z tym do Momo!" To zdanie stopniowo zamieniało się u ludzi z sąsiedztwa w stale używany zwrot. Tak, jak się mówi: „Wszystkiego dobrego!" albo „Na zdrowie!", albo „Bóg jeden to wie!", zupełnie tak samo mówiono przy każdej okazji: „Idźże z tym do Momo!"
Ale dlaczego tak było? Czyżby Momo była tak nieprawdopodobnie mądra, że każdemu mogła
udzielić dobrej rady? Czy zawsze znajdowała właściwe słowa, kiedy ktoś potrzebował pociechy? Czy umiała wydawać mądre i sprawiedliwe wyroki? Nie, wszystkiego tego Momo nie umiała, jak nie umie tego żadne inne dziecko. No, to może Momo umiała robić coś, co wprawiało ludzi w dobry humor? Na przykład szczególnie pięknie śpiewać? Albo grać na jakimś instrumencie ? Albo wreszcie może umiała tańczyć lub pokazywać akrobatyczne sztuki? Nie, tak również nie było. Może umiała czarować? Znała jakieś tajemnicze zaklęcie, które odpędzało wszystkie troski i nieszczęścia? Umiała czytać z ręki albo w inny sposób przepowiadać przyszłość? Nic podobnego. Ale Momo umiała robić coś, jak nikt inny: umiała słuchać. Niektórzy czytelnicy powiedzą może: to przecież nic nadzwyczajnego, słuchać umie każdy. 
Nie mieliby jednak racji. Tylko niewielu ludzi umie naprawdę słuchać. A sposób, w jaki Momo umiała słuchać, był doprawdy jedyny w swoim rodzaju. Nie dlatego, żeby coś mówiła albo pytała, skąd przyszły jej gościowi takie myśli do głowy, nie, Momo tylko siedziała i przysłuchiwała się z wielką uwagą i wielkim zainteresowaniem. Patrzyła przy tym na mówiącego swoimi dużymi, ciemnymi oczami, a on czuł, że nagle rodzą się w nim myśli, o których istnieniu w ogóle nie wiedział.
Momo umiała tak słuchać, że ludzie bezradni albo niezdecydowani nagle dobrze wiedzieli, czego chcą. Albo że nieśmiali nagle czuli się swobodni i odważni. Albo że nieszczęśliwi i przygnębieni stawali się ufni i radośni. A jeśli ktoś czuł, że jego życie jest nieudane i nic niewarte, a on sam jest jednym z milionów ludzi, takim, który nie ma żadnego znaczenia i którego można zastąpić równie szybko, jak zastępuje się dziurawy garnek - i jeśli ten ktoś szedł do małej Momo i opowiadał jej to wszystko, jeszcze nim skończył mówić, zaczynało mu się w dziwny sposób wydawać, że się zupełnie myli, że drugiego takiego jak on nie ma na świecie i że dlatego w jakiś szczególny sposób jest ważny dla świata!
Tak umiała słuchać Momo!

[M. Ende]


  *  *  *

Chciałabym nauczyć się słuchać.
Słyszeć nie tylko strzemiączkiem, młoteczkiem i kowadełkiem. Słuchać oczami, widząc rumieniec wstydu i dyskretną łzę wzruszenia. Słyszeć czubkami palców, czując trzęsącą się ze strachu dłoń. Słyszeć na ustach chłód zimnej wody, która w upalny dzień gasi jeszcze bardziej gorące uczucia.

Podobno częstotliwość dźwięku przekraczająca 140 dB sprawia człowiekowi ból. Czy to oznacza, że można słyszeć za bardzo? Fakt, słowa czasem bolą i nie mówię tutaj o słowach przeraźliwej prawdy, albo przeraźliwych kłamstw, czy wyzwisk.

Są inne bolesne słowa, podobne do bólu rodzenia. O słowach, w których poznajemy historię życia człowieka, który wcześniej był dla nas obcy. Kiedy ktoś staje się bliższy i rodzi się jakby nowy człowiek. To, czego słuchamy zaczyna wydawać się święte, wielkie.

Prawdziwe słuchanie uczy kochać ludzi, nawet jeśli ich historia nie jest ani święta, ani wielka.  


niedziela, 23 listopada 2014

nie być pełnym siebie

"Moje bycie, takim jak je odnajduję
i samą siebie w nim,
jest bardzo kruchym byciem.
Dlatego w każdej chwili,
zwracam się ku Pełni Bycia,
która nie jest we mnie."

[Edyta Stein] 




Poranne odrętwienie, wieczorna niemoc. Dzień przelatuje jakby obok, bezmyślnie, bez emocji. Chciałoby się doświadczyć czegokolwiek. I nieważne - smutku, czy radości. Pozbyć się pustki, a raczej ją wypełnić. Odnaleźć pełnię pełni, a nie zadowalać się falsyfikatem, który sami sobie produkujemy. 

Zwróć się w dobrą stronę. Wyrzuć swoje iluzje. Pozbądź się głupich tęsknot, sztucznych gestów. Pozamiataj kurze bolesnych wspomnień i wywal obgryzki pokrętnych relacji.

Tylko pustka, może zostać wypełniona.

  *  *  *
NARODZINY

zastygła w bezruchu
jak jedna żywa gałązka
co przetrwała pożar lasu

nic nie czuła
osłupiała
jak nie człowiek

więziła w sobie
na pół umarłe uniesienia

czekała, aż narodzi się cierpienie
jedna człowiecza łza

aby wyrzucić pustkę
na zbity pysk
i wziąć się do życia

wtorek, 11 listopada 2014

blisko

chcesz być blisko, a boisz się dotyku. bliskość to prawda, to wyzwanie - boisz się faktów i trudu. zastanawiasz się, czy naprawdę tego chcesz? więzi, przyjaźni, intymności... szukasz tego w człowieku. człowiek jest tylko namiastką.

jesteś głodny, a wszystkie pokarmy przez małe "p" nie dają sytości.

tylko Prawdziwy Pokarm da ci pełnię. możesz brać ile chcesz. wystarczy dla każdego. JEST bliżej niż myślisz. zbyt blisko, żebyś zobaczył oczami.


  *  *  *
DIETA  (NIE)CUD

nie jem
choć Chleb w zasięgu serca
nie piję
choć stale moczę mały palec w Żywej Wodzie

dusza chudnie
zostały z niej tylko skóra i kości

Mówią:
<< przesadziła z odchudzaniem
     wygląda chorowicie >>

smutna
pusta
w oczach brak jej sensu

głoduję bo brak mi apatytu na szczęście
mam tylko ciało z dwiema dziurami
w piersi i w głowie

w piersi serce - anorektyk
umarło śmiercią nienaturalną

a w głowie - umysł
za wychudłą duszą skoczył w przepaść

- samobójca

wiedział, że mądrości
nie znajdzie bez Boga

odszedł z godnością

poniedziałek, 13 października 2014

"na plusie" czy "na minusie"?

- Myślisz, że ostatnio jestem zbyt pesymistyczna?
- No, trochę.
- Która jest godzina? Tylko dokładnie, co do sekundy.
- 13.29 i 49 sekund
- Dobrze, więc właśnie teraz, o 13.29 i 49 sekund postanawiam, że dziś wieczorem, kiedy wrócę do domu napiszę coś pozytywnego.
- Postanawiasz. A co z tego wyjdzie?
- Zobaczymy.

  *  *  *

Miałam ochotę wytarzać się w liściach. Nie pamiętam kiedy ostatni raz to robiłam. Chyba w dzieciństwie. Wtedy kiedy brud na ubraniach był zmartwieniem mojej mamy. Dziś to tylko moje zmartwienie i martwię się tym tak bardzo, że nie pozwalam sobie na chwilę przyjemności i na robienie tego, na co mam ochotę. Może gdyby jeszcze ta kurtka była stara i zniszczona. Ale jest zupełnie nowa, czysta, ładna. Szkoda. A poza tym, nie będę robić z siebie wariata.

Rano uśmiechnął się do mnie obcy człowiek. Myślałam o tym cały dzień. Podobał mi się ten uśmiech. To tak niewiele kosztuje, a tak wiele może dać. Zazdroszczę ludziom, którzy potrafią się uśmiechnąć do kogoś obcego ot tak, po prostu. W ciągu dnia szukałam odpowiedniej okazji - też próbowałam się do kogoś uśmiechnąć, obdarować kogoś tym, co sama dostałam dziś rano. Okazje się zdarzały, ale mi zabrakło odwagi. Wygrał argument: "nie będę robić z siebie durnia". 

Koło osiemnastej witam się z Krakowem. Jest już ciemno. Zupełnie nie zauważyłam tego, jak skracają się dni. Teraz jestem zaskoczona, jakby ktoś nagle wyrwał z dnia te "jasne" godziny. 
Wieczór jest ciepły. Pewnie to jeden z ostatnich ciepłych wieczorów w tym roku, więc staram się z każdym wdechem zaciągać tym krakowskim powietrzem. Powietrze nie jest ostre, nie drażni zimnem, ani wilgocią. Jest przyjemnie obojętne. Próbuję doszukać się w nim zapachu liści. Czasem mi się to udaje, a czasem czuję tylko spaliny lub dym papierosów. Trąca mnie przyjemna nutka jakiegoś eleganckiego pana, który idzie kilka kroków przede mną. Widzę go tylko od tyłu. Może to i dobrze - wtedy ten miły zapach tworzy w głowie jakieś wyobrażenie. 
Nie odwracaj się. Nie chcę, żeby rzeczywistość odebrała mi to wyobrażenie. Tak jest dobrze. Choć przez chwilę.

  *  *  *

Postanowienie z godziny 13.29 i 49 sekund. Sama teraz nie wiem, co z tego wyszło. 
Na plusie, czy na minusie? A może ani jedno, ani drugie? Co jest pozytywne, a co nie? Może nie chodzi tu o uczucia, ani wrażenia? 

"na plusie" jest nadzieja i normalność
"na minusie" - bylejakość



środa, 8 października 2014

bezruch


"Nadzieja pomaga iść naprzód,
wytrwałość - stać, a odwaga - wracać"

[W. Grzeszczyk]


Gdzie się podziała nadzieja, że nie idziesz naprzód? Nie powracasz, więc gdzie odwaga? Stoisz w miejscu i myślisz, że to wytrwałość? 
To nie wytrwałość. To głupi upór, który ciągnie do tyłu, a na przodzie buduje mury. 
Bezruch zamyka.

  

  *  *  *
Nerwowe czekanie w ogonku
stanęłam przed budką

w środku siedział dzięcioł
chciał wstukać mi do serca
przebaczenie

nie uwierzyłam
- odeszłam bez ulgi

ta budka była z krzyżykiem
a dzięcioł z licencją
na zapominanie

wtorek, 7 października 2014

wierzyć

Głupi przykład, ale:
Czy gdybyś wierzył, że na Marsie żyją zielone ufoludki, a potem okazałoby się, że te ufoludki są jednak różowe, to czy wtedy ta wiara, którą kiedyś miałeś stałaby się nieważna? Bo przecież zielone ufoludki, w które wierzyłeś, tak na prawdę nie istniały. Istniały tylko różowe ufoludki.

Czy jeśli coś okazuje się inne niż myśleliśmy, to czy to oznacza, że tak naprawdę nie wierzyliśmy? Bo przecież wierzyliśmy w coś innego.

Wierzymy w nasze wyobrażenia, a nie w to co naprawdę istnieje. Czy w takim razie jest to prawdziwa wiara?


  *  *  *
WYZNANIE NIEWIARY

Wierzę w Boga
Ojca innych ludzi

Wierzę w Boga
Bezradnego
Niemiłosiernego

Wierzę w Boga
który jest fanatykiem religijnym
jest ślepy
głuchy
i niemy

Moje kłamliwe oczy wiary
dlaczego zamykacie powieki?

Przecież takiego Boga nie ma
a ja wierząc w Niego
staję się
bezobjawowym ateistą

niedziela, 5 października 2014

kaganiec na dzikiego zwierza

To nie tylko kraty w oknach i kajdanki na rękach. To nie tylko drzwi, które dziurkę od klucza mają z drugiej strony. To nie tylko człowiek, który powie: stop, dalej nie możesz pójść.
Istnieje o wiele gorsza niewola - niewola serca. Często o wiele bardziej dramatyczna, bo niewidzialna. Łatwiej dostrzec, że jest się więźniem w zamkniętym bunkrze niż, że jest się więźniem samego siebie.

Wydaje nam się, że jesteśmy wolni, bo nie ma wokół nas krat, bo nic, ani nikt nami nie kieruje. Wydaje nam się, że robimy to, co chcemy, że podejmujemy samodzielne decyzje.

A może wcale nie jesteśmy wolni.
Bo na początku tego, co robimy nie stoi: "CHCĘ", tylko: "powinienem, muszę, tak trzeba". Bo nasze decyzje są powodowane lękiem. Lękiem przed wyjściem poza schematy, lękiem przed otwartością, przed byciem innym niż wszyscy. Boimy się swojego wnętrza - że to taki dziki zwierz, który nie wiadomo co zaraz zrobi, więc lepiej założyć mu kaganiec.

Boimy się powiedzieć zbyt wiele, więc nie mówimy wcale.
Boimy się zrobić coś nie tak, więc zachowujemy się, jak cała reszta tej bezmyślnej szarej masy, ludzi - robocików, którzy zwykli nam mówić: "to nie wypada".

Boimy się otworzyć na świat, ludzi. Zakładamy na siebie całą tonę ciuchów i grubą warstwę makijażu, maski, które ubieramy w szlachetnie brzmiące słówka, jak: powściągliwość, rozwaga, odpowiedzialność, takt, dojrzałość. To daje złudne poczucie bezpieczeństwa, które tak naprawdę nie jest bezpieczeństwem lecz ucieczką od życia, od ludzi.

Kiedyś słyszałam takie słowa, że niebezpieczeństwo zamknięcia się jest o wiele gorsze, niż niebezpieczeństwo otwarcia. Otwarcie się jest ryzykowne, bo ktoś może nas wyśmiać, wykorzystać, nazwać głupcem, albo dziwakiem, bo ktoś może nie uszanować tego, co mu powiemy, nie zrozumieć. Jednak niebezpieczeństwo zamknięcia, jest o wiele bardziej ryzykowne, a nawet nie jest to już ryzyko. Bo ryzykować może ten, kto chodzi po linie nad przepaścią, a zamknięcie to już nawet nie ryzykowanie, tylko spadanie w dół przepaści. Wtedy już nie można się uratować, można tylko upaść i z całą siłą walnąć o ziemię.

Uświadomienie sobie tego, że żyjemy w jakiś więzach, niewoli, że jesteśmy zamknięci to tylko połowa sukcesu.
Więc co trzeba zrobić, żeby się wyswobodzić, uwolnić od tego, co nas krępuje? Co zrobić, żeby się otworzyć? Żeby samemu kierować swoim życiem, a nie żeby kierowały nim lęki, schematyczne myślenie? Skąd brać odwagę i siłę do zmiany?

Tego nie wiem...


  *  *  *
JA - GŁUPI

Głupi człowiek
co szuka głębi życia
a ucieka w powierzchowność

głupi, kto pragnie pełni
a zadowala się namiastką

głupi, kto rozkoszy upatruje w ciele
a szczęścia w przyjemności

kto wzdycha do człowieka
a najbardziej kocha siebie

kto jest głodny prawdy
a stale recytuje
wiersze niedomówień

głupiec, który trwa w pustce
tchórz
pozorant
dezerter życia