Głupi przykład, ale:
Czy gdybyś wierzył, że na Marsie żyją zielone ufoludki, a potem okazałoby się, że te ufoludki są jednak różowe, to czy wtedy ta wiara, którą kiedyś miałeś stałaby się nieważna? Bo przecież zielone ufoludki, w które wierzyłeś, tak na prawdę nie istniały. Istniały tylko różowe ufoludki.
Czy jeśli coś okazuje się inne niż myśleliśmy, to czy to oznacza, że tak naprawdę nie wierzyliśmy? Bo przecież wierzyliśmy w coś innego.
Wierzymy w nasze wyobrażenia, a nie w to co naprawdę istnieje. Czy w takim razie jest to prawdziwa wiara?
* * *
WYZNANIE NIEWIARY
Wierzę w Boga
Ojca innych ludzi
Wierzę w Boga
Bezradnego
Niemiłosiernego
Wierzę w Boga
który jest fanatykiem religijnym
jest ślepy
głuchy
i niemy
Moje kłamliwe oczy wiary
dlaczego zamykacie powieki?
Przecież takiego Boga nie ma
a ja wierząc w Niego
staję się
bezobjawowym ateistą
wtorek, 7 października 2014
niedziela, 5 października 2014
kaganiec na dzikiego zwierza
To nie tylko kraty w oknach i kajdanki na rękach. To nie tylko drzwi, które dziurkę od klucza mają z drugiej strony. To nie tylko człowiek, który powie: stop, dalej nie możesz pójść.
Istnieje o wiele gorsza niewola - niewola serca. Często o wiele bardziej dramatyczna, bo niewidzialna. Łatwiej dostrzec, że jest się więźniem w zamkniętym bunkrze niż, że jest się więźniem samego siebie.
Wydaje nam się, że jesteśmy wolni, bo nie ma wokół nas krat, bo nic, ani nikt nami nie kieruje. Wydaje nam się, że robimy to, co chcemy, że podejmujemy samodzielne decyzje.
A może wcale nie jesteśmy wolni.
Bo na początku tego, co robimy nie stoi: "CHCĘ", tylko: "powinienem, muszę, tak trzeba". Bo nasze decyzje są powodowane lękiem. Lękiem przed wyjściem poza schematy, lękiem przed otwartością, przed byciem innym niż wszyscy. Boimy się swojego wnętrza - że to taki dziki zwierz, który nie wiadomo co zaraz zrobi, więc lepiej założyć mu kaganiec.
Boimy się powiedzieć zbyt wiele, więc nie mówimy wcale.
Boimy się zrobić coś nie tak, więc zachowujemy się, jak cała reszta tej bezmyślnej szarej masy, ludzi - robocików, którzy zwykli nam mówić: "to nie wypada".
Boimy się otworzyć na świat, ludzi. Zakładamy na siebie całą tonę ciuchów i grubą warstwę makijażu, maski, które ubieramy w szlachetnie brzmiące słówka, jak: powściągliwość, rozwaga, odpowiedzialność, takt, dojrzałość. To daje złudne poczucie bezpieczeństwa, które tak naprawdę nie jest bezpieczeństwem lecz ucieczką od życia, od ludzi.
Kiedyś słyszałam takie słowa, że niebezpieczeństwo zamknięcia się jest o wiele gorsze, niż niebezpieczeństwo otwarcia. Otwarcie się jest ryzykowne, bo ktoś może nas wyśmiać, wykorzystać, nazwać głupcem, albo dziwakiem, bo ktoś może nie uszanować tego, co mu powiemy, nie zrozumieć. Jednak niebezpieczeństwo zamknięcia, jest o wiele bardziej ryzykowne, a nawet nie jest to już ryzyko. Bo ryzykować może ten, kto chodzi po linie nad przepaścią, a zamknięcie to już nawet nie ryzykowanie, tylko spadanie w dół przepaści. Wtedy już nie można się uratować, można tylko upaść i z całą siłą walnąć o ziemię.
Uświadomienie sobie tego, że żyjemy w jakiś więzach, niewoli, że jesteśmy zamknięci to tylko połowa sukcesu.
Więc co trzeba zrobić, żeby się wyswobodzić, uwolnić od tego, co nas krępuje? Co zrobić, żeby się otworzyć? Żeby samemu kierować swoim życiem, a nie żeby kierowały nim lęki, schematyczne myślenie? Skąd brać odwagę i siłę do zmiany?
Tego nie wiem...
* * *
JA - GŁUPI
Głupi człowiek
co szuka głębi życia
a ucieka w powierzchowność
głupi, kto pragnie pełni
a zadowala się namiastką
głupi, kto rozkoszy upatruje w ciele
a szczęścia w przyjemności
kto wzdycha do człowieka
a najbardziej kocha siebie
kto jest głodny prawdy
a stale recytuje
wiersze niedomówień
głupiec, który trwa w pustce
tchórz
pozorant
dezerter życia
Istnieje o wiele gorsza niewola - niewola serca. Często o wiele bardziej dramatyczna, bo niewidzialna. Łatwiej dostrzec, że jest się więźniem w zamkniętym bunkrze niż, że jest się więźniem samego siebie.
Wydaje nam się, że jesteśmy wolni, bo nie ma wokół nas krat, bo nic, ani nikt nami nie kieruje. Wydaje nam się, że robimy to, co chcemy, że podejmujemy samodzielne decyzje.
A może wcale nie jesteśmy wolni.
Bo na początku tego, co robimy nie stoi: "CHCĘ", tylko: "powinienem, muszę, tak trzeba". Bo nasze decyzje są powodowane lękiem. Lękiem przed wyjściem poza schematy, lękiem przed otwartością, przed byciem innym niż wszyscy. Boimy się swojego wnętrza - że to taki dziki zwierz, który nie wiadomo co zaraz zrobi, więc lepiej założyć mu kaganiec.
Boimy się powiedzieć zbyt wiele, więc nie mówimy wcale.
Boimy się zrobić coś nie tak, więc zachowujemy się, jak cała reszta tej bezmyślnej szarej masy, ludzi - robocików, którzy zwykli nam mówić: "to nie wypada".
Boimy się otworzyć na świat, ludzi. Zakładamy na siebie całą tonę ciuchów i grubą warstwę makijażu, maski, które ubieramy w szlachetnie brzmiące słówka, jak: powściągliwość, rozwaga, odpowiedzialność, takt, dojrzałość. To daje złudne poczucie bezpieczeństwa, które tak naprawdę nie jest bezpieczeństwem lecz ucieczką od życia, od ludzi.
Kiedyś słyszałam takie słowa, że niebezpieczeństwo zamknięcia się jest o wiele gorsze, niż niebezpieczeństwo otwarcia. Otwarcie się jest ryzykowne, bo ktoś może nas wyśmiać, wykorzystać, nazwać głupcem, albo dziwakiem, bo ktoś może nie uszanować tego, co mu powiemy, nie zrozumieć. Jednak niebezpieczeństwo zamknięcia, jest o wiele bardziej ryzykowne, a nawet nie jest to już ryzyko. Bo ryzykować może ten, kto chodzi po linie nad przepaścią, a zamknięcie to już nawet nie ryzykowanie, tylko spadanie w dół przepaści. Wtedy już nie można się uratować, można tylko upaść i z całą siłą walnąć o ziemię.
Uświadomienie sobie tego, że żyjemy w jakiś więzach, niewoli, że jesteśmy zamknięci to tylko połowa sukcesu.
Więc co trzeba zrobić, żeby się wyswobodzić, uwolnić od tego, co nas krępuje? Co zrobić, żeby się otworzyć? Żeby samemu kierować swoim życiem, a nie żeby kierowały nim lęki, schematyczne myślenie? Skąd brać odwagę i siłę do zmiany?
Tego nie wiem...
* * *
JA - GŁUPI
Głupi człowiek
co szuka głębi życia
a ucieka w powierzchowność
głupi, kto pragnie pełni
a zadowala się namiastką
głupi, kto rozkoszy upatruje w ciele
a szczęścia w przyjemności
kto wzdycha do człowieka
a najbardziej kocha siebie
kto jest głodny prawdy
a stale recytuje
wiersze niedomówień
głupiec, który trwa w pustce
tchórz
pozorant
dezerter życia
poniedziałek, 22 września 2014
całe życie pełne jutra
"Wczoraj do ciebie nie należy. Jutro niepewne.
Tylko dziś jest twoje."
[Jan Paweł 2]
Co masz zrobić jutro, zrób dziś. Powiedzieć łatwo - gorzej wykonać.
Zwłaszcza, że bardziej jest się skłonnym do tego, żeby wszystko odkładać, niż robić coś "na zaś".
Wciąż żyje się tym, co będzie jutro. Od jutra się zmieniam. Od jutra biorę się za siebie. Od jutra zaczynam to, czy tamto. A jutro znów mówię "jutro". Z jutra staje się pojutrze, z pojutrza po pojutrze. I tak stale: po, później, kiedyś, za tydzień, za miesiąc, za rok, gdy przyjdzie odpowiedni moment.
Na co czekasz? Kiedy będzie odpowiedni moment? Kiedy będzie właściwy czas? Kiedy przyjdzie "ta" chwila?
Gdy twoje życie będzie pełne jutra, to odpowiedni moment nie przyjdzie nigdy. Nie mów, że będziesz działał, gdy wszystko zrozumiesz. Że się zmienisz, gdy stanie się to czy tamto. Że zaczniesz kochać, jeśli ktoś będzie taki czy siaki.
Nie czekaj na właściwą chwilę, na odpowiednie warunki, na innych ludzi. Nie czekaj aż się doczekasz, bo inaczej się zestarzejesz i umrzesz.
* * *
POCZEKALNIA
Można czekać
na dobre słowo
uśmiech
na lepsze życie
i czekoladki z okazji urodzin
na wypłatę
na prawdziwą miłość
na pociąg
i na Boże dotknięcie
można tkwić w miejscu
jak w kolejce do dentysty
bez bólu zęba
a z bólem serca
że roztrwoniłeś życie
na czekanie
i się nie doczekałeś
bo do drzwi zapukała nieznajoma
przyszła z kosą
i odebrała ci jutro
sobota, 20 września 2014
wartość
Gdy wpiszę w googlach hasło: wartość, to w większości wyświetlają mi się obrazki, na których znajdują się pieniądze, wykresy, obliczenia matematyczne, biżuteria, rachunki.
Czy wszystko można kupić, policzyć, wyrazić w liczbach? Czy wartość jest czymś tak przeraźliwie materialnym? Czy miarą mojej wartości jest to, co zrobiłem, jak wyglądam, ile wiem?
Co byś zrobił, gdybyś stracił wszystko? Gdyby zabrano ci twoją przeszłość i przyszłość, to czego się dorobiłeś, czego się nauczyłeś? Gdybyś stracił przyjaciół, szacunek innych ludzi, fizyczną wolność, zdrowie, urodę? Kim byś wtedy był, tak sam z siebie?
Może ktoś, kiedyś podeptał twoją wartość? A może sam codziennie siebie kopiesz, obwiniasz, krzyczysz "ty idioto"? Jak można żyć, działać, gdy nie czuje się wartości niczego?
Myślisz, że masz moc decydowania o tym, co jest wartościowe, a co nie? Jak doświadczasz wartości świata, innych ludzi, siebie samego? Gdzie szukasz tej wartości?
Nie wiem...
Może się mylę, ale mam przeczucie, że źródło mojej wartości nie tkwi we mnie, czy w drugim człowieku, albo w jakiejś rzeczy, wydarzeniu, uczuciu,
To Źródło jest poza mną, jest głębokie, niezrozumiałe, To Źródło, w którym mogę się przejrzeć i dopiero w Nim dostrzec swoją wartość, wartość człowieka, świata.
* * *
Co u ciebie
pytam gdy kolejnym słowem
wznosisz się ponad przeciętność
własnych kroków
biegnąc pod górę
tempem wyścigowym zdobyłeś
już szczyty nie do zdobycia
gesty rozdajesz błyskiem
i szyję wdzięcznie wyginasz wskazując
klejnotem byt szczerozłoty
jak zdrowie pytam
rodzina czy w komplecie
ktoś umarł lub się narodził
czy jesteś szczęśliwy
i jest choćby jeden człowiek
co radość z tobą dzieli
uciekasz wzrokiem
a potem razem z deszczem spływasz
twarzą rozmytą po szybie
jakie chcesz jeszcze imię założyć
by wartość zmierzyć
Czy wszystko można kupić, policzyć, wyrazić w liczbach? Czy wartość jest czymś tak przeraźliwie materialnym? Czy miarą mojej wartości jest to, co zrobiłem, jak wyglądam, ile wiem?
Co byś zrobił, gdybyś stracił wszystko? Gdyby zabrano ci twoją przeszłość i przyszłość, to czego się dorobiłeś, czego się nauczyłeś? Gdybyś stracił przyjaciół, szacunek innych ludzi, fizyczną wolność, zdrowie, urodę? Kim byś wtedy był, tak sam z siebie?
Może ktoś, kiedyś podeptał twoją wartość? A może sam codziennie siebie kopiesz, obwiniasz, krzyczysz "ty idioto"? Jak można żyć, działać, gdy nie czuje się wartości niczego?
Myślisz, że masz moc decydowania o tym, co jest wartościowe, a co nie? Jak doświadczasz wartości świata, innych ludzi, siebie samego? Gdzie szukasz tej wartości?
Nie wiem...
Może się mylę, ale mam przeczucie, że źródło mojej wartości nie tkwi we mnie, czy w drugim człowieku, albo w jakiejś rzeczy, wydarzeniu, uczuciu,
To Źródło jest poza mną, jest głębokie, niezrozumiałe, To Źródło, w którym mogę się przejrzeć i dopiero w Nim dostrzec swoją wartość, wartość człowieka, świata.
* * *
CO U CIEBIE [Gaia]
Co u ciebie
pytam gdy kolejnym słowem
wznosisz się ponad przeciętność
własnych kroków
biegnąc pod górę
tempem wyścigowym zdobyłeś
już szczyty nie do zdobycia
gesty rozdajesz błyskiem
i szyję wdzięcznie wyginasz wskazując
klejnotem byt szczerozłoty
jak zdrowie pytam
rodzina czy w komplecie
ktoś umarł lub się narodził
czy jesteś szczęśliwy
i jest choćby jeden człowiek
co radość z tobą dzieli
uciekasz wzrokiem
a potem razem z deszczem spływasz
twarzą rozmytą po szybie
jakie chcesz jeszcze imię założyć
by wartość zmierzyć
czwartek, 18 września 2014
pycha - i nie chodzi tu o dobre ciasto
Chcemy być wielcy, oryginalni, ponadprzeciętni, wybitni,
perfekcyjni. Chcemy zwracać na siebie uwagę innych.
Jednak przeważnie jesteśmy po prostu zwyczajni. Nie mamy
specjalnych uzdolnień, nie jesteśmy super inteligentni, wygadani czy
błyskotliwi, kontaktowi ani zabawni. Nasz rzeczywisty wizerunek znacznie
odbiega od tego „idealnego JA”.
Jeśli ma się w sobie choć
odrobinę pokory, można sobie z tym poradzić. Można przyznać, że taki po prostu
jestem, że nie muszę być idealny, że życie nie musi być dokładnie takie, jak
sobie wymarzyłem. Błędy należy naprawiać, pracować nad swoimi wadami, ale
czasem po prostu się nie da – wtedy trzeba nauczyć się z tym żyć, akceptować
to, czego nie można zmienić.
Takie wyjście z sytuacji byłoby
najlepsze. Jednak zwykle pycha, nie pozwala przyznać się do błędu, nie
dopuszcza, że coś mogłoby się nie powieść, że ja sam nie jestem perfekcyjny.
Troska o samego siebie jest
czymś ważnym i potrzebnym, oczywiście przy założeniu, że:
POKORA > PYCHA.
Inaczej ta troska o siebie może stać się naszą tragedią. Bo przez jakiś czas
można się starać i spinać, aby wszystko z zewnątrz wyglądało
idealnie, ale na dłuższą metę tak się nie da.
Kiedy nie potrafimy akceptować swoich słabości, wpadamy w dołek, w złość na siebie, na cały świat. To trudna sytuacja, jednak może się w nas pojawić coś o wiele gorszego, niż zwykły dołek, zwykła złość.
Pycha jest totalnym paradoksem. Jest tak sprzeczna, że mogłoby się wydawać, że istnieją co najmniej dwa rodzaje pychy. Ta mniej straszna, mniej destrukcyjna, której definicję można znaleźć na wikipedii:
oraz ta druga, która paraliżuje, niszczy. Pycha, która nie jest nadmierną wiarą we własne możliwości, lecz bezradnością. Pycha, która nie jest przesadną pewnością siebie, ale poniżaniem siebie. Która nie jest samolubstwem, lecz nienawiścią do samego siebie. To nie wysoka samoocena, czy poczucie własnej wartości, ale ogromna niepewność, która wciąż domaga się potwierdzenia w oczach innych.
Wspólnym mianownikiem dla jednej i drugiej pychy, jest dążenie do tego, aby inni mnie dostrzegali, żeby nie być kimś zwykłym, przeciętnym.
I tak, skoro nie mogę być najlepszy, to będę najgorszy. Skoro nie mogę być najmądrzejszy, to będę zgrywać głupka. Skoro nie mogę zwrócić na siebie uwagi innych poprzez bycie kimś dobrym, serdecznym, ciepłym, to będę zepsuty, arogancki i obojętny. Poprzez poniżanie siebie, inni będą mnie dostrzegać - bo przecież lepiej, żeby mówili o mnie źle, niż nie mówili w ogóle.
Taka pycha jest bardzo destrukcyjna. Zamyka nas na zmianę, nie pozwala ruszyć z miejsca, wziąć się za siebie, uwolnić od fałszywych przekonań o sobie samym. Doprowadza do obłędu, który sprawia, że jestem gotów wejść w zło, jestem gotów rozwalić sobie życie, byle tylko inni zwracali na mnie uwagę. Uzależnienie się od ludzi, prowadzi z czasem do uzależnienia się od smutku, pustki, samozniszczenia.
Co jest lekarstwem na pychę? Co może uwolnić od tych bezustannych myśli: co powiedzą o mnie inni? Jak zaakceptować swoje słabości, życiowe niepowodzenia? Jak być prostym, a jednocześnie być KIMŚ? Jak być prawdziwym, jak uczyć się autentyczności, nie udawania?
* * *
UPOKÓRZ MNIE
Upokórz mnie
postaw pod ścianą niezrozumienia
pozwól doświadczyć ludzkiej niemocy
i ucałować własną głupotę
ześlij chwile wytchnienia
bym śmiała się z siebie jak Piotr
gdy wskoczył w wodę
i wyglądał jak zmokła kura
a potem nie mógł już nic
powiedział tylko
że kocha bardziej niż inni
wtorek, 16 września 2014
dopóki bolisz
Wygląda na to, że żyję i nie jest to wyłącznie zasługa kofeiny...
Śmiać się, czy płakać?
Śmiać się, czy płakać?
* * *
SUMIENIE
Kiedy już prawie zasypiałam
wspomnienie - włamywacz
zaczęło dręczyć serce
myślałam, że to już nie wróci
że nie istnieje
że zapomniałam
ale sumienie - stary piernik
zaczęło stukać w głowę
powiedziało:
<< pamiętaj
bo chociaż boli
to dzięki mnie
jesteś człowiekiem>>
sobota, 13 września 2014
wdzięczność
"Dziękczynienie uwalnia duszę od smutku
i pychy"
[Ignacy Loyola]
Zaczynamy doceniać dopiero, gdy stracimy lub gdy widzimy jak źle mają inni.
Zazdrościmy bo nie zdajemy sobie sprawy z tego, że to co dla kogoś jest największym szczęściem, dla nas może być największą rozpaczą.
Witam! Pozwólcie, że się przedstawię. Jestem głupcem, durniem, osłem - nie doceniam i zbyt wiele zazdroszczę...
* * *
Przecież tyle ma
widzi, że On jest
daje to wszystko
dotyka jej twarzy
wylewa kropelki Łaski i Miłości
a ona odwraca wzrok
żeby nie docenić
nie być wdzięczną
ani szczęśliwą
na siłę ucieka od radości
jakoś dziwnie
jakby się bała
że jej się nie należy
Pijaku i Obżartuchu z Nazaretu
oczyść moje serce
przemień rozdwojenie w rozświetlenie jaźni
najedz się moją ufnością
i upij moim spokojem
kiedy z wdzięcznością
będę całować
kubek kawy z mlekiem
wtorek, 9 września 2014
zapominanie
Są wydarzenia, rzeczy, osoby, stany, o których wolałoby się nie pamiętać.
Coś gdzieś w głębi, w sercu, czy w umyśle kłuje, przygniata, dusi, doprowadza do szaleństwa. To nieprzyjemne.
Siła woli nie wystarcza, aby opróżnić głowę, żeby uwolnić się od tego zamętu.
Ucieka się w pracę, w głupkowate rozrywki. Zagłusza się muzyką, zaślepia fałszywymi obrazami. Znieczula się środkami, które odurzają, a nie leczą.
Przez chwilę wydaje się, że jest lepiej, łatwiej. To jest jak dom, stojący na szpilce - nie na fundamencie. Ułuda spokoju, prowizorka normalnego życia.
Jakiś czas będzie OK, ale w końcu wróci... Jutro, za tydzień, za rok odezwie się na nowo i rozłoży na łopatki.
* * *
W STANIE WSKAZUJĄCYM NA SPOŻYCIE
Mój nabzdryngolony świat
kiedy płynnie mówię po angielsku
znam chiński
i trochę po niemiecku
gdy przychodzi głupia odwaga
naiwna uciecha
gdy wszystko wydaje się możliwe
a ja jestem większa
niż wszyscy bogowie
razem wzięci
łatwe życie
po kieliszku cudotwórczej towarzyszki
przebiera się
w bałamutne okulary fałszu
Coś gdzieś w głębi, w sercu, czy w umyśle kłuje, przygniata, dusi, doprowadza do szaleństwa. To nieprzyjemne.
Siła woli nie wystarcza, aby opróżnić głowę, żeby uwolnić się od tego zamętu.
Ucieka się w pracę, w głupkowate rozrywki. Zagłusza się muzyką, zaślepia fałszywymi obrazami. Znieczula się środkami, które odurzają, a nie leczą.
Przez chwilę wydaje się, że jest lepiej, łatwiej. To jest jak dom, stojący na szpilce - nie na fundamencie. Ułuda spokoju, prowizorka normalnego życia.
Jakiś czas będzie OK, ale w końcu wróci... Jutro, za tydzień, za rok odezwie się na nowo i rozłoży na łopatki.
* * *
W STANIE WSKAZUJĄCYM NA SPOŻYCIE
Mój nabzdryngolony świat
kiedy płynnie mówię po angielsku
znam chiński
i trochę po niemiecku
gdy przychodzi głupia odwaga
naiwna uciecha
gdy wszystko wydaje się możliwe
a ja jestem większa
niż wszyscy bogowie
razem wzięci
łatwe życie
po kieliszku cudotwórczej towarzyszki
przebiera się
w bałamutne okulary fałszu
piątek, 5 września 2014
"nic nas nie zdoła odłączyć"
Kiedy mówię bezpośrednio o Nim, nie potrafię wyrażać się inaczej, jak tylko wierszem. Może kiedyś się tego nauczę.
Dziś tylko wiersz. Jeśli można to tak w ogóle nazwać (kilka dziwnych zdań, bez interpunkcji, bez specjalnego szyku, bez rymu, ..., itp. pewnie też bez sensu i bez zrozumienia?)
* * *
BEZ GRANIC
Rzucam niedbale potłuczone cegły
układam twarde kamyki
to nawet nie mur
to kupa gruzu
odwracam się plecami
udaję, że nie słyszę
a upór zamyka mi oczy
odchodzę ze spuszczonymi rękoma
z braku sił
z bezradności
a Ty nie oddalasz się
nawet o milimetr
bo moje zło
nie jest dla Ciebie granicą
Dziś tylko wiersz. Jeśli można to tak w ogóle nazwać (kilka dziwnych zdań, bez interpunkcji, bez specjalnego szyku, bez rymu, ..., itp. pewnie też bez sensu i bez zrozumienia?)
* * *
BEZ GRANIC
Rzucam niedbale potłuczone cegły
układam twarde kamyki
to nawet nie mur
to kupa gruzu
odwracam się plecami
udaję, że nie słyszę
a upór zamyka mi oczy
odchodzę ze spuszczonymi rękoma
z braku sił
z bezradności
a Ty nie oddalasz się
nawet o milimetr
bo moje zło
nie jest dla Ciebie granicą
środa, 3 września 2014
100 lat, 100 lat niech żyje, żyje nam...
"To jest twoje życie! Teraz. Nie wczoraj, czy za chwilę, ale właśnie teraz. I nie będzie czekać,
aż staniesz na nogi."
Już dwadzieścia trzy razy w życiu powinnam była widzieć, jak kończy się lato. Mam jednak wrażenie, że większość tych wrześni, jakby gdzieś uciekła.
Na początku byłam zbyt mała, żeby dostrzegać istnienie czegoś takiego, jak pory roku. Trochę później było mi wszystko jedno, czy mamy wiosnę, jesień, czy zimę. Kilka razy powierzchowność odebrała mi zdolność odczuwania czasu. Potem zdarzały się lata zbyt pochmurne i nie można było rumienić się na słońcu - takie lato, to nie lato. Kilka razy wrzesień przeminął zbyt żałośnie lub zbyt wesoło, zbyt szybko lub zbyt ślamazarnie, zbyt aktywnie lub zbyt mdło.
Tak wiele chwil gdzieś umyka. I nie chodzi nawet o to, że czas przemija, bo przemijanie jest jego cechą charakterystyczną. Teraźniejszość jest trudna, kiedy żyje się w poczuciu, że czas upływa nie tak, jak powinien upływać.
Podobno we wrześniu w powietrzu unosi się babie lato, a na polanach kwitną wrzosy.
Kilka razy w życiu babie lato przykleiło mi się przypadkowo do twarzy. Odgarnęłam je tylko i wyrzuciłam gdzieś w biegu. Nawet nigdy się nie zastanawiałam, co to tak naprawdę jest. Pewnie jakaś pajęczyna, czy kawałek rośliny...
A wrzosy? Widziałam tylko takie ozdobne, w doniczkach. Ciekawe jak pachną prawdziwe polne wrzosy.
* * *
BEZCZAS
Co dzień mówię <witaj>
temu samemu dniowi
bo nie wiem
czy już wspominałam
ale czas się zatrzymał
ludzie żyją z zegarkiem w ręku
a mój się zapomniał
i nie tyka
wszystko obok płynie
dzieje się
idzie albo biegnie
nieważne jak
ważne, że do przodu
otworzyłam ręce i czekam
na spojrzenie
myśl
pragnienie
stoję w miejscu
a te otwarte ręce
jak zepsuty kran
między palcami zwykłych dni
przecieka niezwykłe życie
gdy kapnie bliżej Niego
staje się chwila
- przebłysk jasności -
zbyt krótka by coś zmienić
by zacząć BYĆ
Na początku byłam zbyt mała, żeby dostrzegać istnienie czegoś takiego, jak pory roku. Trochę później było mi wszystko jedno, czy mamy wiosnę, jesień, czy zimę. Kilka razy powierzchowność odebrała mi zdolność odczuwania czasu. Potem zdarzały się lata zbyt pochmurne i nie można było rumienić się na słońcu - takie lato, to nie lato. Kilka razy wrzesień przeminął zbyt żałośnie lub zbyt wesoło, zbyt szybko lub zbyt ślamazarnie, zbyt aktywnie lub zbyt mdło.
Tak wiele chwil gdzieś umyka. I nie chodzi nawet o to, że czas przemija, bo przemijanie jest jego cechą charakterystyczną. Teraźniejszość jest trudna, kiedy żyje się w poczuciu, że czas upływa nie tak, jak powinien upływać.
Podobno we wrześniu w powietrzu unosi się babie lato, a na polanach kwitną wrzosy.
Kilka razy w życiu babie lato przykleiło mi się przypadkowo do twarzy. Odgarnęłam je tylko i wyrzuciłam gdzieś w biegu. Nawet nigdy się nie zastanawiałam, co to tak naprawdę jest. Pewnie jakaś pajęczyna, czy kawałek rośliny...
A wrzosy? Widziałam tylko takie ozdobne, w doniczkach. Ciekawe jak pachną prawdziwe polne wrzosy.
* * *
BEZCZAS
Co dzień mówię <witaj>
temu samemu dniowi
bo nie wiem
czy już wspominałam
ale czas się zatrzymał
ludzie żyją z zegarkiem w ręku
a mój się zapomniał
i nie tyka
wszystko obok płynie
dzieje się
idzie albo biegnie
nieważne jak
ważne, że do przodu
otworzyłam ręce i czekam
na spojrzenie
myśl
pragnienie
stoję w miejscu
a te otwarte ręce
jak zepsuty kran
między palcami zwykłych dni
przecieka niezwykłe życie
gdy kapnie bliżej Niego
staje się chwila
- przebłysk jasności -
zbyt krótka by coś zmienić
by zacząć BYĆ
wtorek, 2 września 2014
błogosławieństwo, czy przekleństwo?
Jan Kowalski powie: narwaniec, maruda, beksa-lala lub dziwak. Zacny terapeuta, określi to mianem nieuświadomionego konfliktu wewnętrznego, natomiast lekarz od leczenia skrzywionych łbów rzuci diagnozę: perturbatio personalitatis.
Ja nazywam to po prostu wrażliwością.
Jest to ogromnie trudne, kiedy każdy smutek, każda złość i każdy lęk stają się o wiele większe niż smutek, złość i lęk tak zwanych "normalnych" ludzi.
Kiedyś żyłam w przekonaniu, że odczuwanie wszystkiego BARDZIEJ jest przekleństwem osób wrażliwych. Dziś nie kwestionuję, że jest to być może cholernie męczące. Jednak zgodnie z tą prawidłowością, że odczuwa się wszystko BARDZIEJ, to również doświadczanie radości, przyjemności, zachwytu może stawać się o wiele intensywniejsze. W takim kontekście wydaje się, że wrażliwość może być zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem.
Odnoszę wrażenie, że gdy człowiek nauczy się dystansu do swoich trudnych przeżyć, może uczynić ze swojej wrażliwości wyłącznie błogosławieństwo. Gdy będzie się starał wszystko oddramatyzować. Gdy nie da się niejako wchłonąć i opanować temu smutkowi, tej złości, temu lękowi.
Myślę, że przeżywanie błogosławionej wrażliwości można nazwać dojrzałością.
Łatwo się mówi, gorzej wykonać...
* * *
NIEWOLNIK SERCA
Dał mi klucz
abym otwierała umysł
i szła za mądrością
dał okulary
abym wgapiała się w uczucia
i lepiej poznała samą siebie
klucz zgubiłam
okulary się potłukły
teraz biegam jak głupi szczeniak
z wywieszonym jęzorem
za uczuciem
ono odebrało mi wolność wyboru
nie umiem się wyrzec
porywów serca
i zacząć żyć
Ja nazywam to po prostu wrażliwością.
Jest to ogromnie trudne, kiedy każdy smutek, każda złość i każdy lęk stają się o wiele większe niż smutek, złość i lęk tak zwanych "normalnych" ludzi.
Kiedyś żyłam w przekonaniu, że odczuwanie wszystkiego BARDZIEJ jest przekleństwem osób wrażliwych. Dziś nie kwestionuję, że jest to być może cholernie męczące. Jednak zgodnie z tą prawidłowością, że odczuwa się wszystko BARDZIEJ, to również doświadczanie radości, przyjemności, zachwytu może stawać się o wiele intensywniejsze. W takim kontekście wydaje się, że wrażliwość może być zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem.
Odnoszę wrażenie, że gdy człowiek nauczy się dystansu do swoich trudnych przeżyć, może uczynić ze swojej wrażliwości wyłącznie błogosławieństwo. Gdy będzie się starał wszystko oddramatyzować. Gdy nie da się niejako wchłonąć i opanować temu smutkowi, tej złości, temu lękowi.
Myślę, że przeżywanie błogosławionej wrażliwości można nazwać dojrzałością.
Łatwo się mówi, gorzej wykonać...
* * *
NIEWOLNIK SERCA
Dał mi klucz
abym otwierała umysł
i szła za mądrością
dał okulary
abym wgapiała się w uczucia
i lepiej poznała samą siebie
klucz zgubiłam
okulary się potłukły
teraz biegam jak głupi szczeniak
z wywieszonym jęzorem
za uczuciem
ono odebrało mi wolność wyboru
nie umiem się wyrzec
porywów serca
i zacząć żyć
niedziela, 24 sierpnia 2014
cicho sza
"Odbicie najmniejszego poruszenia
w jedwabnej ciszy znaczy się najtrwalej"
[Rainer Maria Rilke]
Zbyt wiele kształtów, kolorów, ruchów...
Nadmiar bodźców sprawia, że traci się wrażliwość. Nie słychać i nie widać nawet tego, co najbardziej jaskrawe, najbardziej rozwrzeszczane. Zamęt, w którym nie można odnaleźć najmniejszych, a zarazem najistotniejszych rzeczy. Gubi się sens, człowieka, czas, pokój, więzi, samego siebie.
Cisza pozwala mi odnaleźć to, co utraciłam w chaosie świata i bałaganie własnej duszy.
* * *
UCIEKAJĄCE MYŚLI
Tyle zajęć
tyle słów
osób
wszystko się kręci
krzyczy
robi fikołki
i kradnie uwagę
a jednak wciąż jest pragnienie
suchość w ustach serca
i myśli niechcący
biegnące ku Tobie
piątek, 22 sierpnia 2014
świadomość
Czasem łatwiej znosić swój prymitywizm, niż nadmierne skomplikowanie. Miotanie się w myślach, których jest zbyt wiele nie upraszcza życia. Jednak mimo to wydaje mi się, że takie życie staje się bardziej świadome, głębsze.
Tęsknota za bystrością umysłu, łatwością wyrażania się, ciągłym doświadczaniem, byciem kimś ponadprzeciętnym - to z jednej strony. Z drugiej - pragnienie, aby żyć prosto, spokojnie, bezpretensjonalnie.
Tak trudno pogodzić jedno z drugim i tak łatwo zagubić się, albo w jednym, albo w drugim. Mądrość to znalezienie złotego środka.
* * *
ZIELENIEĆ Z ZAZDROŚCI
zazdroszczę głupcom spokoju
a durniom prostoty
dziwakom oryginalności
świrusom odwagi
nieodpowiedzialnym beztroski
a naiwniakom, że patrzą na życie
przez różowe okulary
zazdroszczę próżnej lali
i smarkaczowi, co śmieje się głupkowato
nie wiadomo z czego
zazdroszczę wam drodzy przyjaciele
i całuję wasze puste czółka
bo sama truję się
przeraźliwością świadomości
Tęsknota za bystrością umysłu, łatwością wyrażania się, ciągłym doświadczaniem, byciem kimś ponadprzeciętnym - to z jednej strony. Z drugiej - pragnienie, aby żyć prosto, spokojnie, bezpretensjonalnie.
Tak trudno pogodzić jedno z drugim i tak łatwo zagubić się, albo w jednym, albo w drugim. Mądrość to znalezienie złotego środka.
* * *
ZIELENIEĆ Z ZAZDROŚCI
zazdroszczę głupcom spokoju
a durniom prostoty
dziwakom oryginalności
świrusom odwagi
nieodpowiedzialnym beztroski
a naiwniakom, że patrzą na życie
przez różowe okulary
zazdroszczę próżnej lali
i smarkaczowi, co śmieje się głupkowato
nie wiadomo z czego
zazdroszczę wam drodzy przyjaciele
i całuję wasze puste czółka
bo sama truję się
przeraźliwością świadomości
czwartek, 21 sierpnia 2014
wycisnąć dzień jak cytrynę
Zdarzają się dni przemęczone lub bezczynne, nadpobudliwe lub przespane, zbyt markotne lub głupawe. Dni nie takie jak być powinny, uciekające. Dni byle jakie, niewykorzystane.
Tymczasem każdy dzień muszę wyciskać jak cytrynę, do ostatniej kropli. Tak aby się zmęczyć, ale nie przemęczyć. Żeby odpoczywać, a nie bimbać bezczynnie. Aby być czułym, lecz nie przeczulonym. By doświadczać zdrowego smutku i mądrej radości.
* * *
DOBRE ZASYPIANIE
Obudził się nietoperz
a przygarbiony wieczór wylewa odpoczynek
na piekące ręce
i zbolałe nogi
kładziesz głowę na zimnej poduszce
spokój ogarnia serce
bo wiesz
że istniałeś dziś
tak jak należy
środa, 13 sierpnia 2014
odpocząć
Zainspirowana rozmową (jeśli można to w ogóle nazwać rozmową), którą przeprowadziłam dzisiaj na jednym ze znanych serwisów społecznościowych, postanowiłam pokusić się o kilka mniej lub bardziej błyskotliwych spostrzeżeń na temat ODPOCZYNKU.
Na początek może takie zdanie, które gdzieś tam kiedyś przeczytałam: jak mam czas to leżę i odpoczywam, a jak nie mam to tylko leżę :-D
To stwierdzenie wydaje mi się wyjątkowo pocieszne, ale jednocześnie zastanawiają mnie słowa "mam czas".
Co to znaczy mieć czas?
A co jeśli nie mam czasu? Czy wtedy żyję w innym wymiarze?
Mówi się: dzisiaj mam dzień wolny. Skoro dziś miałam dzień wolny, to czym są pozostałe dni? Czasem niewolnika?
Przecież zawsze mam czas, bo nic nie jest w stanie sprawić, że nagle czas przestanie istnieć. W dodatku ten czas jest zawsze wolny bo i ja jestem wolnym człowiekiem, który ma możliwość przeżywania tego czasu tak jak chce.
Zwłaszcza podczas wakacji, konfrontuję się ze szczególnie niewygodną przypadłością czasu. Otóż ten z pozoru tasiemcowaty czas (który mogę nazwać owym niefortunnym mianem "czas wolny"), staje się w końcu jakoś niebywale krótki.
Dlaczego tak jest, że im więcej mam tego "wolnego czasu", tym trudniej mi go dobrze wykorzystać, a tym łatwiej zmarnować?
Jak wykorzystać ten czas, żeby odpocząć, a nie "opierniczać się"?
Jak odpoczywać nie mając czasu i jak odpoczywać mając czas?
Postanowienie na dziś: mieć czas, by nie stać się niewolnikiem czasu
* * *
ODPOCZYNEK
godzina po pracy
chwila wytchnienia
krótkie wakacje
kłują w serce
przeszkadzają niemyśleniu
trącają w bok beztroski
małe odpoczynki
jak podłe kanalie
nie dają spokoju
gdy są bez Niego
Subskrybuj:
Posty (Atom)



